Mobbingowanie, mobbowanie

mobbing lektura

Rada Języka Polskiego

Pewna korespondentka spytała o to, jak poprawnie określić – także w pracy naukowej – stosowanie wobec kogoś mobbingu: mobbingowanie czy mobbowanie (w użyciu są oba określenia). Odpowiedziała jej sekretarz Rady:

Rzeczowniki zakończone na „-anie”, „-enie”, „-cie” powstają od czasowników; pisanie powstało odpisać, robienie  od robić, a picie  od pić. A więc to, czy stosowanie wobec kogoś mobbingu nazwiemy mobbowaniem czy mobbingowaniem  zależy od tego, czy uznamy, że w polszczyźnie istnieje czasownik mobbować czy mobbingować.

Od zapożyczonych z języka angielskiego rzeczowników zakończonych na
„-ing” tworzymy czasowniki na dwa sposoby  albo cząstka „-ing” jest utrzymana, albo pomijana. Z pierwszym typem mamy do czynienia w następujących parach wyrazów: dubbing  dubbingować, leasing  leasingować; z drugim zaś w: drybling  dryblować, monitoring  monitorować, parking parkować, sponsoring  sponsorować, surfing  surfować, lobbing  lobbować.

Z tych dwóch sposobów urabiania czasowników od rzeczowników właściwszy dla polszczyzny jest pierwszy (polegający na tym, że cząstkę „-ować” dodaje się do całej podstawy rzeczownikowej, np.leasing  leasingować). Drugi natomiast (polegający na tym, że „-ować” dodaje się do rzeczownika bez „-ing”) jest skalkowaniem wzoru anglojęzycznego. W angielszczyźnie bowiem słowa surfing czyparking powstały od czasowników to surf, to park. Polskie surfować, parkować tak naprawdę więc są derywatami od angielskich surf, park, a nie od polskich surfing, parking. Ten drugi sposób tworzenia czasowników od zapożyczonych rzeczowników zakończonych na „-ing”, choć niezgodny z systemem polszczyzny, jest częstszy. Być może zresztą tworzy się właśnie nowa reguła systemu polszczyzny polegająca na tym, że rzeczowniki zakończone na „-ować” „gubią” tę cząstkę, gdy tworzymy od nich czasowniki. Jeśli bowiem jakiś sposób tworzenia określonych form zaczyna się powtarzać, to z wyjątku staje się regułą.

Z całą pewnością więc poprawną formą czasownika od rzeczownika mobbing jest mobbingować(utworzony od niego rzeczownik to mobbingowanie jest ona bowiem zgodna z tradycyjnymi regułami systemu. Jednak, w związku z prawdopodobnym tworzeniem się nowej reguły systemowej, i formę mobbować (oraz mobbowanie) należy uznać za poprawną. Która z nich się przyjmie  pokaże czas.

Niestety, nie mogłam udzielić Pani jednoznacznej odpowiedzi, ale taka jest natura naszego języka.

2003 r.

Reklamy

Reportaże Onetu: Mobbing w PAN

Reportaże Onetu: Mobbing w PAN

Reportaże Onet Studio  odcinek 159

Doktor Taras Palasyuk wrócił do Polski z prestiżowego zagranicznego stażu. W Instytucie Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk miał założyć laboratorium. Utalentowany naukowiec zdobył granty naukowe o łącznej wartości 3 milionów złotych. Wtedy między nim i jego przełożonymi zaczęło się psuć… Palasyuk złożył pozew, PIP stwierdziła znamiona mobbingu. Teraz żałuje, że wrócił do Polski.

Reportaż Kamila Dziubki.

 

Uczelnia powinna na stałe powołać rzecznika akademickiego ds. przeciwdziałania dyskryminacji

Molestowanie na uczelniach – dlaczego tak trudno pomóc ofiarom? Wywiad z Karoliną Kędziorą 

oko.press

…Praktyka powinna być taka, że powołuje się komisję, w skład której wchodzi niezależny ekspert czy ekspertka w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji, bo molestowanie seksualne to forma dyskryminacji płciowej. Ofiara powinna mieć pewność, że postępowanie nie będzie stronnicze i przebiegnie rzetelnie. Studentka i profesor, jak również członkowie komisji, powinni złożyć oświadczenia, że zachowają poufność.

Uczelnia powinna też na stałe powołać rzecznika akademickiego ds. przeciwdziałania dyskryminacji, który przyjmowałby takie skargi. Powinna ustanowić procedury, jak postąpić, gdy do jej władz trafia skarga tego typu. A studenci powinni zostać poinformowani, do kogo mogą zwrócić się po pomoc. Powinno się ich także edukować, czym jest molestowanie seksualne, żeby mogli rozpoznać takie zachowania i właściwie na nie reagować, także wspierając się nawzajem……..

Prawo nie nakłada na uczelnie w Polsce obowiązku powołania komisji antydyskryminacyjnej?

Nie. I to jest problem systemowy – przyjęcie procedur zależy od dobrej woli władz uczelni.

Uczelnie powinny mieć również obowiązek okresowego raportowania np. do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w jaki sposób realizują politykę równościową i antydyskryminacyjną. Widzę, że na niektórych uczelniach coś się dzieje, np. na Uniwersytecie Jagiellońskim czy Warszawskim. Ale ponieważ nie ma zobowiązania prawnego, działania podejmują wyłącznie te uczelnie, które mają pieniądze, zaplecze, pomysł, chęć i zrozumienie problemu.

Nie jestem zwolenniczką szczegółowego wpisywania do prawa wszystkiego, ale na poziomie ogólnym jakieś obowiązki powinny być! Bo jeśli będziemy czekać na zmianę, która się sama wydarzy na uczelniach, możemy się po prostu nigdy nie doczekać…..

Koordynator przeciwdziałania mobbingowi

Koordynator przeciwdziałania mobbingowi

serwis UW

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego wyznaczył koordynatora przeciwdziałania mobbingowi. Osoba ta zajmować się będzie wstępnym badaniem zgłoszeń od pracowników dotyczących przypadków mobbingu. Zarządzenie w tej sprawie dostępne jest w Monitorze UW.

Koordynatorem przeciwdziałania mobbingowi została p. Magdalena Miksa (zarządzenie nr 53 rektora UW z dnia 30 maja 2018 r. w sprawie wyznaczenia koordynatora przeciwdziałania mobbingowi). Zakres zadań koordynatora opisano w zarządzeniu nr 49 rektora UW z dnia 14 maja 2018 roku w prawie przeciwdziałania mobbingowi na Uniwersytecie Warszawskim.

Każdy pracownik, który uzna, że został poddany mobbingowi, powinien zgłosić sprawę do koordynatora. Jeśli koordynator po wstępnym zbadaniu zgłoszenia uzna, że opisaną sytuację można uznać za mobbing, przekaże sprawę do Komisji ds. przeciwdziałania mobbingowi. Komisja rozpocznie wtedy postępowanie w tej sprawie. W przypadku, gdy zgłoszonej przez pracownika sytuacji nie będzie można uznać za mobbing, koordynator skieruje sprawę do rzecznika akademickiego (ombudsmana) lub Centrum Rozwiązywania Sporów i Konfliktów przy Wydziale Prawa i Administracji w celu polubownego rozstrzygnięcia sporu. Może też przekazać zgłoszenie do odpowiedniej jednostki uniwersyteckiej bądź zakończyć sprawę.

Koordynator zajmować się będzie także zbieraniem informacji na temat dobrych praktyk związanych z przeciwdziałaniem mobbingowi oraz podejmowaniem inicjatyw związanych np. z upowszechnianiem wiedzy na temat mobbingu w miejscu pracy.

Z koordynatorem działań dotyczących przeciwdziałania mobbingowi można kontaktować się mailowo: antymobbing@uw.edu.pl lub telefoniczne: 22 55 27 019.

Mediacja w projekcie ustawy ‚Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce’ – materiał roboczy stan na 14 czerwca 2018 r.

Projekt ustawy uwzględniający poprawki z I i II czytania
(materiał roboczy) – stan na dzień 14.06.2018 r.

http://konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/06/ustawa-14-06-2018.pdf

U S T AWA
z dnia …. 2018 r.
Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce

DZIAŁ VII
Odpowiedzialność dyscyplinarna
Rozdział 1
Odpowiedzialność dyscyplinarna nauczycieli akademickich

Art. 283. Rektor, po otrzymaniu zawiadomienia o popełnieniu czynu mającego
znamiona przewinienia dyscyplinarnego lub powzięciu w inny sposób informacji
o możliwości popełnienia takiego czynu, może:
1) skierować sprawę do mediacji – w przypadku gdy wskutek czynu zaistniał spór
między osobą, której dotyczy zawiadomienie lub informacja,
a pokrzywdzonym;
2) nałożyć karę upomnienia – w przypadku gdy czyn stanowi przewinienie
dyscyplinarne mniejszej wagi i udowodnienie winy nie wymaga
przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego;
3) polecić rzecznikowi dyscyplinarnemu rozpoczęcie prowadzenia sprawy.

Art. 284. 1. Mediację prowadzi się za zgodą osoby, której czynu dotyczy
zawiadomienie lub informacja, o których mowa w art. 283, oraz pokrzywdzonego.
2. Mediację prowadzi nauczyciel akademicki wskazany przez rektora.
3. Nauczyciel akademicki prowadzący mediację sporządza sprawozdanie z jej
wyników i przekazuje je rektorowi.
4. W przypadku gdy w wyniku mediacji zostanie zawarta ugoda, podpisuje ją
również nauczyciel akademicki prowadzący mediację i dołącza do sprawozdania,
o którym mowa w ust. 3.
5. W przypadku gdy w wyniku mediacji nie zostanie zawarta ugoda, rektor
poleca rzecznikowi dyscyplinarnemu rozpoczęcie prowadzenia sprawy.

Mediacja w reformie Gowina

Reforma Gowina: Mediacje wkraczają na uniwersytety

gazetaprawna.pl

– Dobrą stroną reformy jest wprowadzenie instytucji mediacji – mówi DGP prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ.

Zgodnie z przepisami miałaby ona zastosowanie w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich. Na mediację kierowałby rektor w sytuacji, gdy na skutek przewinienia dyscyplinarnego powstał spór między osobą obwinioną a pokrzywdzonym. Prowadzona byłaby jednak tylko wtedy, gdy zgodzą się na nią obie strony konfliktu.

– W postępowaniach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich jest miejsce na mediację. Z punktu widzenia dziekana oraz każdego, kto zarządza ludźmi, istotne są wszystkie narzędzia sprzyjające łagodzeniu konfliktów. Jeżeli mediacja z powodzeniem funkcjonuje w sprawach karnych, to nie widzę przeszkód, by była wykorzystywana w zbliżonych do nich postępowaniach dyscyplinarnych – mówi prof. Pisuliński.

… Duży mankament

Jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Przepis ustawy 2.0 stanowi, że mediację prowadzi nauczyciel akademicki wskazany przez rektora. Zdaniem ekspertów takie zawężenie nie ma uzasadnienia.

– Cieszę się, że stworzono ramy prawne do stosowania mediacji w szkolnictwie wyższym. Nie wiem tylko, czemu miałoby służyć ograniczenie w pełnieniu funkcji mediatora w postępowaniach dyscyplinarnych tylko do nauczycieli akademickich – mówi mediator Robert Boch.

W podobnym tonie wypowiada się też Cezary Jezierski, radca prawny, mediator, dyrektor Centrum Mediacji Gospodarczej przy KIRP. – Nie widzę powodu, dla którego takie ograniczenia w pełnieniu funkcji mediatora są wprowadzane. Osoba ze środowiskaakademickiego na pewno zna jego specyfikę, jednak nie jest to cecha niezbędna do prowadzenia mediacji – mówi.

…Marcin Chałupka, radca prawny, ekspert ds. szkolnictwa wyższego, ocenia, że dopuszczalność ustanowienia mediatorem tylko nauczyciela akademickiego może być odebrana jako sygnał, że uczelnie wolą prać swoje brudy we własnym gronie……

 

Mobbing musi przestać być tematem tabu w polskim uniwersytecie.

Akademicka kultura mobbingu w dobie doskonałości badawczej

http://michalzawadzki.innpoland.pl/143925,akademicka-kultura-mobbingu-w-dobie-doskonalosci-badawczej

Psychiczne szykanowanie osoby lub osób w organizacji – jeśli nie zostanie szybko wykryte i wyeliminowane – doprowadza do rozwoju kultury mobbingu, w której również osoby postronne (świadkowie patologii) stają się ofiarami, odczuwając takie same konsekwencje jak bezpośrednie ofiary. Taka kultura sprzyja rozprzestrzenianiu się plotek, które wzmacniają niepewność i potęgują stres. W konsekwencji, jak pokazują badania, ofiary mobbingu mogą stać się oprawcami wobec innych, starając się działać w myśl logiki odwzajemnienia krzywdy. Praca w takiej kulturze staje się koszmarem i kosztuje utratę efektywności pracy, a przede wszystkim zdrowia psychicznego, fizycznego, zaś w ekstremalnych przypadkach kończy się samobójstwem ofiar.,,,

,,,,Już widać na polskich uczelniach postępującą indywidualizację i erozję kolegialności, co odcina uczonych od identyfikacji z etycznymi wartościami uniwersytetu. W takiej atmosferze nietrudno o psychopatów u władzy, którzy będą znęcać się nad słabszymi pod przykrywką konieczności realizacji norm doskonałości, których sami nie są w stanie spełnić.

Mobbing musi przestać być tematem tabu w polskim uniwersytecie. Inaczej sami zawiążemy sobie pętle na szyje.

Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing ? – fakty 2

info mobbing

Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing ? – fakty 2

Zanim przejdę do meritum niniejszych „faktów”, chciałabym – ze względu na nowe okoliczności uzupełnić informacje podane w części poprzedniej:

https://nfamob.wordpress.com/2018/03/17/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing-fakty-1/

W części tej opisałam działania, które podjęłam, aby rozwiązać sprawę niewypłacenia mi pieniędzy za wykonaną pracę. Rozwiązanie przyniosło dopiero zgłoszenie przeze mnie sprawy do PIP oraz na policję. Policja umorzyła dochodzenie w sprawie o czyn z art. 284 par 1 KK wobec braku znamion czynu zabronionego, prokurator nie przychylił się do zażalenia od umorzenia, ale podkreślił iż doszło do wypłaty pieniędzy osobie nieuprawnionej, wskazując tę osobę oraz drogę cywilną jako sposób na odzyskanie należności.

Wskazano również iż osoba ta dowiedziała się o moich roszczeniach i co za tym idzie bezpodstawnemu przelaniu na jej konto mojego wynagrodzenia dopiero w wyniku moich starań o rozwiązanie sprawy – czyli pod koniec lipca 2017 r. oraz iż po uzyskaniu informacji o otrzymaniu tychże środków pieniężnych osoba ta zwróciła się do uczelni w celu wyjaśnienia pomyłki i rozwiązania problemu.

Skoro tak, to dlaczego nie otrzymałam do tej pory należności, dlaczego J.M. Rektor w porozumieniu z radcą prawnym Politechniki oraz osobą, która otrzymała moje wynagrodzenie do tej pory nie znaleźli sposobu, aby wraz z oficjalnymi przeprosinami oddać mi pieniądze za wykonaną pracę (sposób rozwiązania niniejszej sprawy przez pracodawcę opisałam w „faktach 1”), na przykład na drodze cywilnej.

Zatem po raz kolejny zostałam obciążona sprawą, która mogłaby przez władze uczelni zostać rozwiązana drogą wewnętrzną.

Wracając do „faktów 2”, również w tej części podaję do publicznej wiadomości sprawy, które przedstawiłam zarówno obu rektorom Politechniki Wrocławskiej, jak i Zespołowi do Spraw Dobrych Praktyk Akademickich przy MNiSW.

W Statucie Politechniki Wrocławskiej pisze:

Zadaniem Zakładu jest prowadzenie badań naukowych w zakresie określonej specjalności naukowej, kształcenie kadry naukowej, a także prowadzenie działalności dydaktycznej.

Do obowiązków kierownika zakładu odpowiednio należy m. in.:

– sprawowanie nadzoru nad działalnością zakładu;

– stworzenie warunków sprzyjających rozwojowi kadry naukowo-dydaktycznej zakładu i podnoszeniu jej kwalifikacji;

 Kierownik zakładu jest odpowiedzialny m.in. za:

– realizację zadań naukowych i dydaktycznych zakładu;

– przestrzeganie prawa i zasad etyki;

W Kodeksie Etyki P.Wr., pisze iż pracownicy P.Wr. powinni sprzeciwiać się wszelkiej patologii życia społecznego, a także odrzucać wszelką dyskryminację, a w zakresie badań naukowych:

– dbać o wysoki poziom badań naukowych

– nie podejmować się opiniowania dorobku, gdy tematyka wykracza poza zakres kompetencji

W 2014 roku w moją pracę jako pracownika naukowo-dydaktycznego oceniono na dostateczną, uzasadniając iż nie wykazuję aktywności na polu zawodowo-twórczym.

Według procedury działalność zawodowo-twórcza pracowników mogła być oceniana równoważnie do naukowej, ale też ustalono minimum tylko publikacji jako minimum do oceny dostatecznej, argumentując iż z uwagi na specyfikę rozmaitych aktywności zawodowo-twórczych na wydziale, nie jest możliwe ustalenie sumarycznej miary aktywności, z czego wniosek iż ocena pracy nauczycieli akademickich w tym aspekcie pracy pozostawała w gestii osób upoważnionych do oceny pracy nauczycieli akademickich.

Moją działalność naukową i zawodowo twórczą oceniono jako dostateczną, uzasadniając działalność naukową jako bardzo małą, a działalność twórczą jako mało znaczącą. Działalność organizacyjną oceniono na dostateczną argumentując niewielką aktywnością na terenie Zakładu. Działalność dydaktyczną oceniono na dobrą.

Uznałam, że ocena jest niesprawiedliwa – miałam tzw. twórcze realizacje na rzecz Wydziału, organizowałam wystawy prac studenckich również w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Nauki, a o jednej z istotnych prac organizowanych przez Zakład poinformowano mnie post factum.  Dookoła mojej osoby od 2011 roku był tworzony konflikt, odczuwałam skutki pracy w stresie i tak jak moi „poprzednicy” zaczęłam niedomagać.

Złożyłam zastrzeżenie na otrzymaną ocenę z możliwością jej poprawy na dobrą, argumentując również iż złożyłam w terminie artykuły, do których publikacji nie doszło, pytając czy mogę zatem ponosić konsekwencje nie moich niedopatrzeń. Ocenę dostateczną podtrzymano, bez podania uzasadnienia.

Zrezygnowałam z dalszego odwoływania się, ale w pismach do obu rektorów Politechniki Wrocławskiej byłego J.M. Rektora prof. Tadeusza Więckowskiego oraz obecnego J.M. Rektora prof. Cezarego Madryasa poprosiłam o zajęcie się zagadnieniami związanymi z oceną mnie jako pracownika, o zweryfikowanie mojej oceny pracowniczej oraz o skonfrontowanie mojej oceny z oceną i uzasadnieniem ocen innych pracowników Zakładu w kontekście działalności zawodowo-twórczej w Zakładzie.

Zwróciłam się z prośbą o zweryfikowanie rzeczywistego statusu naukowego, artystycznego publikacji wydawanych przez Zakład.

Chciałam też dowiedzieć się jakie były zasady oraz kryteria przydzielania zadań naukowych, zawodowo-twórczych oraz organizacyjnych, zważywszy na fakt iż Statut P.Wr. nakłada na kierowników zakładów określone obowiązki względem pracowników.

W Wydziałowym Zakładzie, w którym zostałam zatrudniona w 1994 roku, funkcje kierownicze pełnili „belwederscy” oraz „uczelniani” profesorowie sztuk plastycznych i pracowali głównie dyplomowani plastycy oraz „plastyko-architekci”. Profesorowie dbali o artystyczne wartości. Pracowanie po ich kierunkiem było rozwijające i inspirujące. Dbali o nasz rozwój jako młodszych pracowników, oferując wszelką możliwą pomoc, również taką, aby dwoje pracujących „nie plastyków” zostało przynajmniej przyjętych w poczet członków ZPAP. Skorzystała z tego jedna osoba. Niemniej jednak członkostwo Związku Polskich Artystów Plastyków nie powinno być traktowane na równi ze studiami i dyplomem Akademii Sztuk Pięknych, zwłaszcza w dziedzinie wyższych uczelni, a o ile mi wiadomo studia na ASP można podjąć w każdym wieku.

Po połączeniu zakładów („wydziałowego” oraz „instytutowego”) i objęcia funkcji kierownika przez mojego bezpośredniego przełożonego, od 2009 roku również regularne organizowano wystawy oraz wydawano tzw. publikacje towarzysząc wystawom. Publikacje te wykazywano w bazie DONA jako naukowe monografie. W jednej z nich na uwagę zasługuje tekst, który wraz z bibliografią oraz notką biograficzną autora zmieścił się na powierzchni mniejszej niż A1, a został zakwalifikowany jako dorobek naukowy na równi z artykułami naukowymi w punktowanych czasopismach.

Redaktorstwo monografii oraz plastyczne opracowanie publikacji oraz organizację wystaw realizowały praktycznie te same osoby. Zatem na przykład pracownik Zakładu, będąc praktycznie corocznie współredaktorem takiej naukowej monografii i na przykład pisząc wstęp oraz publikując tekst gromadził wystarczającą liczbę punków w konkursie do otrzymania pieniędzy na finansowanie badań w ramach dotacji bazowej MNiSW na utrzymanie potencjału badawczego. Jeżeli na przykład tenże pracownik figurował również jako współautor opracowania plastycznego, to osiągał realizację w dziedzinie zawodowo-twórczej, a jeśli na przykład był jeszcze jednym z kuratorów wystaw, biorąc przy tym udział w wystawie, to również w dziedzinie organizacji. Oczywiście, bogaty dorobek jest podstawą do wysokiej oceny pracy nauczyciela akademickiego, przyznawania nagród i wyróżnień oraz innych wymiernych oraz niewymiernych korzyści.

Redaktorstwo publikacji towarzyszących wystawom i zakwalifikowanych jako naukowe oraz opracowanie graficznie realizowały osoby o następującym wykształceniu oraz stopniach naukowych: dr hab. inż. architekt, dr sztuk plastycznych (architekt wnętrz, aneks z malarstwa, termin habilitacji minął bodajże w 2013r.), mgr inż. architekt, starszy wykładowca (trzy nieudane próby doktoryzowania się, od bodajże 2014 roku pracownik ten nabył prawo do pobierania emerytury).

W zespole pracują osoby, które z powodzeniem się habilitowały w dziedzinie sztuk plastycznych – artyści malarze, osoby, które się z powodzeniem doktoryzowały dziedzinie sztuk plastycznych, jak i nauk technicznych, artyści dyplomowani, rzeźbiarze, artyści posiadający aneks z malarstwa, osoby o podwójnym wykształceniu, architekci.

Czy w takim razie pracownicy Zakładu posiadający odpowiednie wykształcenie, stopnie naukowe, a którym nie powierza się zadań w pracach zespołu „muszą” szukać dorobku gdzie indziej, pisząc rzetelne artykuły naukowe w punktowanych czasopismach, finansować własną pracę artystyczną, która ma zasilać dorobek Politechniki, szukać dodatkowego miejsca pracy.

Czy zatem oceniano dorobek, a jeżeli tak to według jakich kryteriów oceniano zawodowy dorobek zgromadzony w wyniku zarobkowej pracy, wykonywanej na rzecz drugiego pracodawcy, który np. zapewniał do wykonania tej pracy materiały oraz sprzęt, czy taki dorobek zaliczano również do dorobku Politechniki. Czy oceniano dorobek, a jeżeli tak to według jakich kryteriów oceniano zawodowy dorobek projektujących uprawnionych architektów, zatrudnionych u siebie i pracujących na swoim „firmowym” sprzęcie, czy i ten dorobek też zaliczano do dorobku uczelni w zakresie określonej specjalności naukowej Zakładu, jakimi są rysunek, malarstwo i rzeźba.

Czy władzom Wydziału nie przeszkadzał fakt, iż realizowanie wysoko punktowanego redaktorstwa monografii uznanej za naukową przez starszego wykładowcę sprawia, że punkty za opracowanie monografii są również dla dorobku Wydziału Architektury, jak i uczelni zaprzepaszczone, ponieważ do utrzymania potencjału badawczego zalicza się pracowników naukowo-dydaktycznych i ich dorobek „zasila” dorobek uczelni. Czy nie przeszkadzał fakt iż, większość zadań w pracach Zakładu realizuje starszy wykładowca, który osiągnął już prawo do pobierania emerytury, w związku z czym nie ponosi konsekwencji utraty pracy, w odróżnieniu od pracowników, którzy są poddawani okresowej ocenie i którzy w wyniku negatywnych ocen mogą pracę stracić. Czy to nie jest postępowanie o znamionach dyskryminacji.

Dziekan Wydziału prof. Elżbieta Trocka-Leszczyńska w marcu 2016 roku otrzymała Medal Politechniki Wrocławskiej za wybitne zasługi dla rozwoju uczelni. W wyniku przeprowadzonej przez Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych oceny parametrycznej za lata 2013-2016 Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej otrzymał kategorię naukową B.

Nie oceniono mnie powtórnie. Nie udzielono odpowiedzi. Do zgłaszanych przeze mnie problemów nie ustosunkowano się, ale za to uznano mnie za ptaka kalającego swoje gniazdo i kompletnie odizolowano od tzw. naukowych oraz pozostałych prac zespołu.

Niemniej jednak jako pełnoprawny pracownik Zakładu „chyba” mam prawo wiedzieć jakie Zakład realizuje zadania naukowe oraz dydaktyczne. Rozważam więc ponowne wystąpienie o wykaz prac realizowanych przez zespół, ale ponieważ nie daję się zbyć wymijającymi odpowiedziami ze strony pracodawcy, to zostałam poinformowana na piśmie iż nie przyjmuję do wiadomości udzielanych mi informacji oraz iż próbuję dezorganizować pracę Dziekana Wydziału Architektury i Prodziekana ds. dydaktyki.

Po otrzymaniu oceny dostatecznej nauczyciel akademicki ma rok czasu do następnej procedury oceniania. O ile mi wiadomo brak jest ustaleń w zakresie minimum do otrzymania oceny dobrej, która dawałaby pracownikowi możliwość bycia ocenianym po upływie czterech lat, a nie znów po roku. Zatem, jak rozumiem ocena pozostaje całkowicie gestii osoby uprawnionej do oceniana pracy nauczycieli akademickich.

Roczny termin mojej ponownej oceny rozciągnął się w czasie ze względu na problemy zdrowotne (dwóch lekarzy wystawiło zaświadczenia o wpływie sytuacji w miejscu pracy na stan mojego zdrowia, lekarz medycyny pracy przyznał urlop dla poratowania zdrowia).

W czasie objętym oceną, kiedy wracałam do zdrowia, pracowałam i to jak uważam intensywnie, co podkreśliłam w piśmie do byłego J.M. Rektora. W dorobku znajdują się: m.in. moja pracownicza strona internetowa ponad 40 podstron, którą zaprojektowałam i wykonałam, nowe cykle prac, kontynuacje cykli digitali, w tym nowe prace prezentowane na wystawach oraz cykle fotografii również z przeznaczeniem do przekształceń artystycznych opracowań naukowych i prezentacji multimedialnych w ramach dydaktyki, ponad 150 zdjęć. Oprawa graficzna dla wystaw studenckich oraz mojej.

Ocenę otrzymałam w grudniu 2017 r. Działalność naukową i zawodowo-twórczą oceniono dostateczne, uzasadniając bardzo niską aktywnością jako pracownik naukowy i twórca. Podkreślono brak publikacji w czasopismach naukowych, brak zaangażowania w badania naukowe, brak znaczących wystaw dorobku twórczego i osiągnięć zawodowych (projektowanie graficzne).

Jeden mój artykuł został opublikowany w recenzowanej publikacji Zakładu – Zeszytach Naukowych 1, w sprawie publikacji w Zeszytach Naukowych 2, na której mi zależało otrzymałam sprzeczne informacje, złożyłam w terminie materiały do publikacji katalogu z wystawy w Muzeum Architektury 2017, ale katalogu nie zrealizowano. O trzech wystawach organizowanych prze Zakład – Zamek w Książu, Galeria Zamek w Leśnicy, Muzeum Miejskie Wrocław-Ratusz dowiedziałam się z oficjalnych zaproszeń. Brałam udział w dwóch wystawach jednej w Muzeum Architektury, drugiej w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Nauki, którą również organizowałam i które zostały uznane jako mało znaczące

Działalność organizacyjna została oceniona na dobrą (zorganizowałam trzy wystawy prac studenckich oraz jedną własnych) i uzasadniona niewielką aktywnością na terenie Zakładu, przy czym zadania organizacyjne na terenie Zakładu realizowały głównie te same osoby, podkreślono jednak iż aktywnie realizuję własne zadania organizacyjne.

Działalność dydaktyczną oceniono na ocenę bardzo dobrą, podkreślając iż z zaangażowaniem realizuję obowiązki dydaktyczne, za co dziękuje studentom, ponieważ w anonimowych ankietach podkreślili moje zaangażowanie.

Otrzymałam końcową ocenę dostateczną, którą uzasadniono iż: pomimo właściwej aktywności jako dydaktyk, ale w związku bardzo niską oceną działalności naukowej oraz zawodowo-twórczej.

Odwołałam się do Wydziałowej Komisji Oceniającej Nauczycieli Akademickich, ocenę dostateczną podtrzymano i podtrzymanie uzasadniono. Odwołałam się więc do Senackiej Komisji Odwoławczej.

W odwołaniu podkreśliłam dodatkowo, iż moje warunki pracy są inne niż pozostałych pracowników Zakładu, iż przeznaczam swój czas i energię na sprawy pozostające w gestii pracodawcy, zamiast na realizację swoich zadań naukowych, pozwoliłam sobie nawet wyliczyć arkusze wydawnicze, które mogłyby stać się publikacjami. Spytałam też czy w procesie oceniania mojej pracy jako nauczyciela akademickiego mogę ponosić konsekwencje nie swoich „zaniedbań”.

W połowie marca bieżącego roku otrzymałam krótką odpowiedź od Przewodniczącej Senackiej Komisji Odwoławczej przy P.Wr. prof. Kazimiery A. Wilk. Poinformowano mnie iż ze względu na fakt iż przez większość czasu przebywałam na zwolnieniach lekarskich i urlopach dla poratowania zdrowia (byłam na jednym urlopie), jedynym okresem za który powinnam być oceniana jest ubiegły rok akademicki i skierowano mój dorobek do ponownej oceny przez Komisję Oceniającą na Wydziale Architektury.

Pracodawca wiedział o przyczynie problemów zdrowotnych, a mimo to po raz kolejny użył jako argumentu byłego stanu mojego zdrowia, pozbawiając możliwości bycia ocenianą za całość mojego dorobku. Skoro przedtem oceniono mnie na dostatecznie, to jaka byłaby ocena po takim „obcięciu” mojego dorobku. .

W początkach kwietnia otrzymałam pismo z Zakładu Rysunku, Malarstwa i Rzeźby z informacją iż wszczęto ponownie procedurę oceniania mnie, ale za całość przepracowanego czasu, w związku z czym ocena obejmie cały dorobek. Nie dostałam jednak od Przewodniczącej Senackiej Komisji Odwoławczej pisma o zmianie zasad ponownego oceniania mnie, więc osobiście obawiam się iż mogło dojść do pomyłki i po ponownym opracowaniu ankiety i złożeniu jej przeze mnie, w odpowiedzi otrzymam informację iż w związku z pomyłką uprzejmie informuję Panią iż…

W odwołaniu od oceny ponownie podjęłam też ważny temat, a mianowicie czy osoba uprawniona do oceny pracy nauczycieli akademickich i nie posiadająca ani praktycznego, ani teoretycznego wykształcenia w zakresie dziedziny którą ocenia może takiej oceny dokonać.

W Kodeksie Etyki Politechniki Wrocławskiej wyraźnie pisze: nie podejmować się opiniowania dorobku, gdy tematyka wykracza poza zakres kompetencji, a Statut zobowiązuje pracowników Politechniki do przestrzegania zasad Kodeksu.

Sprawę przedtem poruszyłam w piśmie do byłego J.M. Rektora prof. Tadeusza Więckowskiego, który powołał Komisję ds. Rozwiązania Sprawy, następnie w piśmie do J.M. Rektora prof. Cezarego Madryasa. Nie zareagowano. Sprawę poruszyłam również we Wniosku  skierowanym do prof. Grażyny Skąpskiej jako Przewodniczącej Zespołowi do Spraw Dobrych Praktyk Akademickich przy MNiSW, (moja sprawę prowadził prof. Wojciech Tomasik). Odpowiedź Konwentu zamieściłam w „faktach 1”. Sprawę poruszyłam następnie w odwołaniu od oceny do Wydziałowej Komisji Oceniającej Nauczycieli Akademickich i od przewodniczącego Komisji prof. Rafała Czerner otrzymałam odpowiedź iż podważam dokonanie oceny przez osobę rzekomo nieposiadającą kwalifikacji.

O ile dobrze pamiętam nie zanegowałam uprawnień osoby uprawnionej do oceny pracy nauczycieli akademickich i nie było to moją intencją. Niemniej jednak taką odpowiedź uznałam za wymijającą, więc powtórnie podniosłam sprawę tym razem w odwołaniu do Senackiej Komisji Odwoławczej. Senacka Komisja Odwoławcza nie zareagowała na ten aspekt odwołania, ale za to zostałam pisemnie poinformowana iż naruszam dobra osobiste osoby uprawnionej do oceniania mojej pracy jako nauczyciela akademickiego i jako powód naruszenia przeze mnie dóbr podano iż zarzuciłam tej osobie brak kwalifikacji do oceny mojej pracy.

Ponownie powtórzę, iż o ile pamiętam nigdy nie negowałam kwalifikacji osoby uprawnionej do oceniania pracy nauczycieli akademickich do oceny mojej pracy jako nauczyciela akademickiego i to nie było moją intencją.

Oczywiście tak jak policzalna jest ilość publikacji naukowych i skatalogowanych jako naukowe, ilość wystaw też jest policzalna, można także policzyć ilość obrazów danej osoby na wystawie oraz ich powierzchnię, także i czas poświęcony na wykonanie danego dzieła również można uznać za kryterium, ale to dalej nie daje odpowiedzi na moje pytanie.

A ponieważ zakres powyższej sprawy może być znacznie szerszy niż w odniesieniu tylko do mojej osoby również w kontekście zapisów w Kodeksie Etyki P.Wr. oraz odpowiedzi Konwentu Rzeczników przy MNiSW, pozwolę więc sobie ponownie powtórzyć pytanie czy osoba uprawniona do oceniania pracy nauczycieli akademickich, a posiadająca habilitację w dziedzinie nauk technicznych, jaką jest architektura ma uprawnienia do oceniania i wystawiania opinii w dziedzinie twórczości artystycznej pracownika, który jest dyplomowanym artystą po ASP, nadmieniam iż Akademia Sztuk Pięknych to nie tylko inna uczelnia, ale nawet inne ministerstwo, ponieważ ASP podlegają Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Jak mniemam Politechnika Wrocławska zatrudnia prawników specjalizujących się w różnych dziedzinach prawa, dlaczego więc do tej pory nie otrzymałam urzędowej odpowiedzi, np. w formie uchwały np. o poniższej treści, która skutecznie rozwiałby wszelkie wątpliwości w tym temacie:

osoba uprawniona do dokonywania ceny okresowej podległych mu pracowników, a posiadająca habilitację w dziedzinie nauk technicznych, jaką jest architektura ma uprawnienia do oceniania i wystawiania opinii w dziedzinie twórczości artystycznej pracownika, który jest „dyplomowanym” artystą po Akademii Sztuk Pięknych” .

Były J.M. Rektor prof. Tadeusz Więckowski w uchwale z Senatu P.Wr. dnia 18 lutego 2016 roku przyjął obecną postać Kodeksu Etyki Pracowników Politechniki Wrocławskiej, można więc było poddać zgłoszone przeze mnie wątpliwości do rozpatrzenia przez Rektorską Komisję ds. Etyki, również Senacka Komisja Odwoławcza mogła spróbować znaleźć takie rozwiązanie. Można było także zasięgnąć porady trzech działających na terenie P.Wr związków zawodowych.

Co jest powodem kolejnego zaniechania przez pracodawcę zajęcia się ważnymi sprawami pracowniczymi i wzięcia na siebie odpowiedzialności. Dlaczego rozwiązaniem kolejnej sprawy pracodawca próbuje obarczyć pracownika.

Osobiście uważam iż osoba mająca uprawnienia do dokonywania okresowej oceny pracy nauczycieli akademickich, również mogłaby zwrócić się do pracodawcy prośbą wyjaśnienia i z zapytaniem dlaczego do tej pory tego nie zrobiono, bo wszystko wskazuje iż oboje możemy zostać obciążeni rozwiązaniem sprawy, którą skutecznie powinien się zająć pracodawca.

Na stronie http://pwr.edu.pl/uczelnia/europejska-karta-naukowca (dostęp 20.04.2018) widnieje informacja iż:

W czerwcu 2016 r. Komisja Europejska przyznała Politechnice Wrocławskiej prestiżowe logo „HR Excellence in Research”. Nadawane jest ono instytucjom, które stosują zasady Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych

Przyjęte w 2005 r. przez Komisję Europejską Karta i Kodeks opisują prawa i obowiązki, jakim podlegają zarówno naukowcy, jak i instytucje ich zatrudniające. Oba dokumenty zwracają uwagę na potrzebę tworzenia dobrych i stabilnych warunków pracy dla uczonych na każdym etapie ich ścieżki zawodowej. Instytucje działające w sferze badawczo-rozwojowej m.in. uczelnie, które wdrożą zasady Karty i Kodeksu do swoich wewnętrznych regulacji i ustalą standard ich stosowania zostają wyróżnione logiem Human Resources Excellence in Research”

Jak zatem zagwarantować aby regulacje zawarte w Regulaminach Pracy, Statutach oraz Kodeksach Etyki były rzeczywiście stosowane, bo w praktyce często przestrzegane jest tzw. „prawo zwyczajowe”. Jak postępować i co można uczynić jeżeli pracodawca, którym jest wyższa uczelnia „zrobi co zechce”. Czy nowa Ustawa rozwiąże ten problem skutecznie?

Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,

Czy ten, co mówić o tym nie pozwala?

Cyprian, Kamil Norwid

– cdn –

Poprzednie części cyklu „Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing to:

Pierwsza https://nfamob.wordpress.com/2016/05/22/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing/

Druga: https://nfamob.wordpress.com/2016/10/02/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing-ciag-dalszy/

Trzecia: https://nfamob.wordpress.com/2017/02/25/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing-zakonczenie/

Pragnę przekazać wyrazy najgłębszego szacunku oraz wsparcia dla osób znajdujących się w sytuacji podobnej do mojej.

dr inż. arch., mgr sztuk plastycznych Ewa, Małgorzata Górska

Zakład Rysunku, Malarstwa i Rzeźby

Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej

 

Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing ? – fakty 1

info mobbing

Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing ? – fakty 1.

Poprzednie części to:

Cześć pierwsza: https://nfamob.wordpress.com/2016/05/22/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing/

Część druga: https://nfamob.wordpress.com/2016/10/02/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing-ciag-dalszy/

Część trzecia: https://nfamob.wordpress.com/2017/02/25/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing-zakonczenie/

W nawiązaniu do gorącego tematu jakim jest projekt Ustawy 2.0 prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przygotowywany przez MNiSW i w kontekście mojej sytuacji jako nauczyciela akademickiego, pragnę się odnieść do już istniejących zasad regulujących funkcjonowanie Uczelni, zawartych w Regulaminach Pracy, Statutach i Kodeksach Etyki, których przestrzeganie często pozostawia dużo do życzenia.

Jak więc zagwarantować aby regulacje zawarte w Regulaminach Pracy, Statutach oraz Kodeksach Etyki były rzeczywiście stosowane, bo w praktyce często przestrzegane jest tzw. „prawo zwyczajowe” oraz zasada, już nawet nie „szklanego sufitu” ale „ochronnej pancernej szyby” oddzielającej „dr” od „dr hab.” i „prof.”, która gwarantuje tym drugim bardzo duże poczucie bezpieczeństwa. Jak postępować i co można uczynić jeżeli pracodawca, którym jest wyższa uczelnia „zrobi co zechce”.

Czy nowa Ustawa rozwiąże ten problem skutecznie?

Zanim zdecydowałam się na wszczęcie postępowania sądowego w styczniu 2017 r. zwróciłam się o pomoc do instytucji niejako zwierzchniej w stosunku do wyższych uczelni i w maju 2016 roku zgłosiłam wniosek do Konwentu Rzeczników MNiSW. – (szczególny podałam w części drugiej cyklu „Politechnika Wrocławska …)

W odpowiedzi otrzymałam pismo od Pani Przewodniczącej z dnia 27.12.2016 z niniejszą Uchwałą:

Uchwała.PNG

We wniosku do Konwentu zwróciłam się o dokonanie oceny i wydanie opinii w sprawie złamania zasad dobrych praktyk w nauce i pracy akademickiej w zakresie przestrzegania przepisów prawa pracy oraz wartości i zasad etosu akademickiego przez Dziekan Wydziału Architektury prof. Elżbietę Trocką–Leszczyńską oraz J. M. Rektora Politechniki Wrocławskiej, prof. Tadeusza Więckowskiego.

Osobiście uważam, że odpowiedzialność ówczesnego Rektora Politechniki Wrocławskiej – jako najwyższej uczelnianej instancji – za rozpoznanie i rozwiązanie zgłoszonych przez mnie nieprawidłowości była większa niż Dziekan Wydziału, natomiast w Uchwale Konwentu Rzeczników nazwisko ówczesnego Rektora nawet się nie pojawiło.

W Uchwale stwierdzono iż zarówno Dziekan jak i Rektor uczynili wszystko aby sporną sprawę rozwiązać.

W cyklu artykułów pt. „Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing?” opisałam starania, aby rozwiązać drogą wewnętrzną istniejący od 2011 roku konflikt pomiędzy mną a moim bezpośrednim przełożonym.

Pozwolę sobie zatem podać do wiadomości publicznej fakty, które sygnalizowałam władzom Wydziału oraz Uczelni jako nieprawidłowości i które przedstawiłam w skierowanym do Konwentu Rzeczników wniosku. Nierozwiązanie wówczas sprawy pozostały nierozwiązane i zataczają coraz szersze kręgi, a ja ponoszę coraz większe konsekwencje.

Zanim jednak przejdę do szczegółów, chciałabym przedstawić adekwatne do sprawy postanowienia Regulaminu Pracy oraz Kodeksu Etyki Politechniki Wrocławskiej.

A zatem do obowiązków pracodawcy należy:

  • prawidłowe naliczanie i terminowe wypłacanie pracownikom wynagrodzenia…
  • kierownicy jednostek organizacyjnych ponoszą odpowiedzialność za prawidłowe ustalanie czasu pracy podległych pracowników oraz jego właściwe rozliczanie i prowadzenie ewidencji czasu pracy.

Według Kodeksu Etyki Nauczyciele Akademiccy, Pracownicy Naukowi, Naukowo-Badawczy i Władze Politechniki Wrocławskiej w zakresie organizacji i administracji powinni m. In.:

  • dbać o pełną przejrzystość podejmowanych działań

We wniosku do Konwentu napisałam iż dwukrotnie, w czasie mojej nieobecności, w tajemnicy przede mną zmieniono wystawione przeze mnie niedostateczne oceny. Za pierwszym razem ocenę zmienił mój bezpośredni przełożony, za drugim koleżanka z zespołu, z kręgu bliskich współpracowników przełożonego.

O pierwszej zmianie oceny dowiedziałam się po powrocie z urlopu dla poratowania zdrowia, od studenta.

O kolejnej zmianie wystawionej przeze mnie oceny, w następnym roku, dowiedziałam się ze standardowo wysyłanego systemowego maila. W komunikacie było podane nazwisko pracownicy administracji, która dokonała zmiany, więc poprosiłam o wyjaśnienia i przywrócenie pierwotnej oceny. Jak mi wytłumaczono, w dziekanacie stawiła się studentka, która twierdząc iż poprawiła ocenę u koleżanki z zespołu, poprosiła o zmianę wystawionej przeze mnie oceny, zapewniając iż wyraziłam na taką zmianę zgodę. Być może doszło również do co najmniej przekroczenia uprawnień, ponieważ przy zmianach ocen w protokołach wymagany był, przynajmniej ode mnie, podpis.

Gdybym nie śledziła pracowniczych maili, co robiłam pomimo tego iż przebywałam na kolejnym urlopie dla poratowania zdrowia, o niczym bym się nie dowiedziała.

Na skutek zaniechania zarówno przez Dziekan jak i Rektora zajęcia się zgłoszoną przeze mnie sprawą zmiany wystawionej oceny, poniosłam – ze względu na zarzut przedawnienia – straty finansowe w wysokości 735 złotych. Mogło również dojść do niezgodności procedur organizacji procesu dydaktycznego z Regulaminem Pracy.

Przeglądając strony Jednolitego Systemu Obsługi Studentów (JSOS), zorientowałam się iż w wykazie prowadzonych przeze mnie grup nie ma właśnie tej grupy plenerowej, do której uczęszczał student, któremu mój bezpośredni przełożony „poprawił” ocenę.

Rozpoczęłam cykl działań mających na celu ustalenie co się stało z „moją” grupą. Okazało się iż prowadzenie grupy, w której zajęcia poprowadziłam zostało przypisane mojemu bezpośredniemu przełożonemu.

Pragnę zwrócić uwagę na fakt, że w tej sytuacji „poprawa” wystawionej przeze mnie oceny niedostatecznej była legalna, aczkolwiek w stosunku do mojej osoby jest to duże nadużycie.

Wystąpiłam więc z pismem do J.M. Rektora prof. Cezarego Madryasa z prośbą o wyjaśnienia, zważywszy na fakt iż przypisanie mojemu bezpośredniemu przełożonemu grupy, w której poprowadziłam zajęcia mogło wiązać się z wypłaceniem przełożonemu wynagrodzenia za moją pracę.

W odpowiedzi otrzymałam pismo od Prodziekana Wydziału Architektury ds. Nauki i Kształcenia Kadry prof. dr hab. inż. arch. Roberta Masztalskiego, w którym pisze iż roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu z upływem 3 lat od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne, w związku z czym moje roszczenia uległy przedawnieniu. Tylko tyle, ani słowa wyjaśnień, o które prosiłam.

Zgłosiłam więc na policji podejrzenie o przywłaszczenie mienia, w związku z czym wszczęto dochodzenie w sprawie przestępstwa określonego w art. 284 par.1 KK. Dochodzenie w sprawie umorzono wobec braku znamion czynu zabronionego, na co dokonałam zażalenia. Sprawę niewypłacenia mi należności za wykonaną pracę zgłosiłam również do Państwowej Inspekcji Pracy, która potwierdziła zasadność mojego zgłoszenia.

W wyjaśnieniach dla zaistniałej sytuacji pracodawca kładł nacisk na moją nieobecność związaną z urlopem dla poratowania zdrowia jako przyczynę tzw. „niedopatrzenia”, czyli pośrednio przerzucono odpowiedzialność na mnie, tłumacząc iż to właśnie ze względu na moją nieobecność, przy czym zgodnie z procedurami organizacji procesu dydaktycznego obowiązek wpisania ocen przejął mój bezpośredni przełożony, który również podpisał dokument powierzenia zajęć, zrealizowanych wcześniej przeze mnie.

Bodajże od roku akademickiego 2010/2011 wprowadzono zaliczanie praktyk rysunkowych przeprowadzonych w okresie wakacyjnym semestru letniego do semestru zimowego następnego roku akademickiego.

Praktykę rysunkową poprowadziłam pod koniec czerwca 2012 r., podanie o urlop dla poratowania zdrowia złożyłam w pod koniec lipca 2012 r. listę zaliczeń przekazałam bezpośredniemu przełożonemu w październiku 2012 roku, a powierzenia zostały podpisane pod koniec stycznia 2013 roku.

Dokument powierzenia – wykonania zajęć jest podstawą do wypłacenia wynagrodzenia za przeprowadzone zajęcia dydaktyczne, tu nie ma miejsca na słowo „pomyłka”. Bezpośredni przełożony, pełniący od lat funkcje kierownicze, wiedział iż wynagrodzenie za wykonaną pracę nie zostanie mi wypłacone.

Czy nie można było skonsultować mojej sprawy z uczelnianymi specjalistami w dziedzinie prawa pracy np. radcą prawnym Politechniki. Czy pół roku, to był dla władz Wydziału zbyt krótki czas, aby znaleźć rozwiązanie lepsze od sygnowania nieprawdy (powierzenie innej osobie zajęć, które ja przeprowadzałam) i pozbawienia mnie wynagrodzenia za wykonaną pracę.

Jakie jest powszechnie przyjęte postępowanie wobec osoby, która poniosła straty na skutek czyjejś pomyłki lub niedopatrzenia. O ile mi wiadomo, są to przeprosiny, zwrot poniesionych strat, a nawet zadośćuczynienie.

Taką też miałam nadzieję występując do J. M. Rektora Cezarego Madryasa o odstąpienie od zarzutu przedawnienia i wypłacenie mi wynagrodzenia wraz ustawowymi odsetkami. Odpowiedź otrzymałam od Prorektora ds. Nauczania prof. Andrzeja Dziedzic, który podtrzymał stanowisko Prodziekana Wydziału Architektury ds. Nauki i Kształcenia Kadry prof. dr hab. inż. arch. Roberta Masztalskiego. Od zarzutu przedawnienia nie odstąpiono, nie otrzymałam wynagrodzenia za wykonaną pracę.

– cdn. –

Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,

Czy ten, co mówić o tym nie pozwala?

Cyprian, Kamil Norwid

Zanim wystosowałam prośbę do J.M. Rektora zwróciłam się do Prezydium Rady Zakładowej ZNP przy Politechnice Wrocławskiej o reprezentowanie mnie jako pracownika w sprawie zrzeknięcia się Politechniki Wrocławskiej, jako dłużnika z zarzutu przedawniania i wypłacenia mi zaległego wynagrodzenia. Prezydium, powołując się na art.30 ust. 2 o Związkach Zawodowych podjęło decyzję o nie wyrażeniu zgody na obronę moich pracowniczych praw.

Pragnę przekazać wyrazy najgłębszego szacunku oraz wsparcia dla osób znajdujących się w sytuacji podobnej do mojej.

dr inż. arch., mgr sztuk plastycznych Ewa, Małgorzata Górska

Zakład Rysunku, Malarstwa i Rzeźby

Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej

Mamy do czynienia z pomiataniem ludźmi, traktowaniem uniwersytetu jako źródła łupów, które należą się silniejszemu

mobbing lektura

Herbert Kopiec

W kręgu nibyprofesorów i prawdziwych kapusiów.

Jeśli grupa specjalistów zachowuje się jak motłoch, wyrzekając się swych normalnych wartości, nauka jest już nie do uratowania”    ( T. S. Kuhn)

….

Byłem świadkiem, a nie umiałem dać świadectwa – napisał poeta.

Pełna dramatyzmu i niespełnienia przestroga zawarta w tych słowach przesądziła o nasyceniu tego felietonu wątkami osobistymi. Wszak byłem świadkiem i chcę dać świadectwo. Wiem, że to nie tylko moja powinność, ale intelektualny i moralny obowiązek, gdyż to, co niezapisane, jakby nie istniało.

Będę sięgał do tego, co już kiedyś (w 2014 r) napisałem do Sądu Rejonowego w Gliwicach w piśmie procesowym przeciwko Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości o przywrócenie do pracy. Polemizuję w nim ze świadkami pozwanej uczelni (dwaj profesorowie wywodzący się z lewackiej, postmodernistycznej formacji ideologicznej), którzy w ramach tzw. okresowej oceny nauczyciela akademickiego wystawili mi ocenę negatywną. Potem było już z górki.

Straciłem pracę. Trudno nie upatrywać w tym związku z działalnością wzmiankowanego wyżej kapusia Denisa. Nie spodobałem się lewoskrętnym profesorom, postępowym EDUKATOROM jako konserwatywny nauczyciel akademicki, teoretyk wychowania i już! Zakwestionowali i zdyskwalifikowali moje kompetencje (i to się akurat spodobało rektorowi uczelni z ubeckim uwikłaniem, jak się później okazało), mimo że miałem mocną, niekwestionowaną pozycję zawodową, poświadczoną przez kilku najwybitniejszych polskich pedagogów.

Dziekan Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego (prof.H.M.) swego czasu napisał: dr Herbert Kopiec jest pracownikiem bardzo cenionym i znanym w szerszych kręgach teoretyków wychowania w PolsceW kontekście rozważanej dezubekizacji środowiska akademickiego warto sprawie przyjrzeć się bliżej, aby zrozumieć, że jest ona niezbędna. Okaże się bowiem, że ludzkie miernoty (a takie obecne są przecież w każdej populacji) sztucznie wykreowane na profesorów, rektorów, tzw. intelektualistów transformatywnych, dziwnie niekiedy w swym zapale przypominających niegdysiejszych budowniczych cywilizacji socjalistycznej, są w stanie wyrządzić więcej zła, niż nam się to na ogół wydaje.

Etos zawodowy profesora

Wedle słownika Bobrowskiego (Wilno 1844) słowo profesor pochodzi od czasownika profiteor, proffssus sum profiteri, który oznacza tyle, co jawnie wyznawać, otwarcie twierdzić, publicznie zeznać. Właśnie z tego powodu znaczenia nabiera dokładne i wszechstronne badanie przeszłości, drogi życiowej konkretnego profesora, zwanego czasem edukatorem, czyli śledzenie tego, co profesor jawnie wyznaje, otwarcie twierdzi i publicznie zeznaje. Zauważmy zatem, że profesor musi być człowiekiem niezależnym in­telektualnie oraz materialnie. Taki status profesora został wypracowany przez wieki. Wszak społeczeństwo musi mieć dostęp do prawdy, głoszonej niezależnie od rządzących partii i związanych z tym racji politycznych. W 1946 r. profesor Stanisław Pigoń (UJ) odważnie i ostro zauważył, że nie ma wolności nauki bez wolności uczonego, a wolność uczonego polega również na wolności od szczucia. Tymczasem pracownicy nauki i instytucje naukowe bywają dziś przedmiotem szczucia różnych nieodpowiedzialnych czynników. Czy to spostrzeżenie straciło na aktualności? W żadnym wypadku.

Opowiem dziś o mniej znanym, można powiedzieć profesjonalnym zaszczuwaniu m.in. pracowników naukowych, które było/jest prowadzone z wykorzystaniem wyrafinowanych technik i metodologii psychologii naukowej. Chodzi o metodę niszczenia zazwyczaj wybitnych ludzi funkcjonującą pod zgrabną, trzeba to przyznać, nazwą:

Systematyczna organizacja niepowodzenia zawodowego

Otóż w Poczdamie, w NRD istniała Wyższa Szkoła Prawnicza.Podlegała Ministerstwu Bezpieczeństwa Państwowego i uczyła oficerów Stasi psychologii operacyjnej. W ramach tego kierunku funkcjonowaładestrukcja operacyjna, której celem było rozbicie, paraliż, dezorganizacja i izolacja wrogo-negatywnych sił. W materiałach naukowych szkoły znajdowały się precyzyjne opisy, w jaki sposób neutralizować niepokornych twórców, przedstawicieli świata kultury i nauki.

Jedną z ulubionych i powszechnie stosowanych metod Stasi była metoda oficjalnie nazwana systematyczną organizacją niepowodzenia zawodowego (Fronda nr 52 2009).

Jeśli jakiś pracownik naukowy w swojej aktywności zawodowej nie spodobał się władzy (był nieposłuszny w myśleniu, nazbyt samodzielny i nieskory do skundlenia, lizusostwa, napisał tekst, wygłosił wykład, itp, używając współczesnej terminologii – politycznie niepoprawny) następował zmasowany zorganizowany atak.

Na wrogiej sile w ramach przygotowanej nagonki nie pozostawiano suchej nitki. Jej celem było przekonać otoczenie, że taka osoba kieruje się w życiu niskimi pobudkami, a więc przyzwoity człowiek nie powinien mieć z nią nic wspólnego.

Chodziło o zdyskredytowanie i wyizolowanie upatrzonej ofiary w jej środowisku.

Z moich osobistych doświadczeń wynika, że metoda systematycznej organizacji niepowodzenia zawodowego znana była również w Polsce.

Choć zabrzmi to nieskromnie, byłem prawie od trzydziestu lat nękany i zaszczuwany w każdej uczelni, w której byłem zatrudniony (chlubny wyjątek stanowiła Wyższa Szkoła Filozoficzno-Pedagogiczna Ignatianum w Krakowie, oddział w Sosnowcu).

Z imponującą zręcznością natomiast posługiwał się wzmiankowaną metodą mój chlebodawca – rektor Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości, dr inż. Tadeusz Grabowiecki TW Jan, działacz opozycji w PRL, który został uznany przez sąd za tajnego współpracownika komunistycznych służb bezpieczeństwa i kłamcę lustracyjnego (Nowiny Gliwickie,4.10.2017).

Istotną nowością w arsenale zastosowanych wobec mnie gier operacyjnych na terenie GWSP było wprowadzenie w nie pracowników nie będących nauczycielami akademickimi, m.in. uczelnianej szatniarki (zob. Oświadczenie studentki).

pismo

Rzecznik dyscyplinarny ds nauczycieli akademickich GWSP
2011 -06-22 Dr hab.Małgorzata Nitka

„Oświadczenie

W związku z nagonką na Dr. Kopca ,chciałabym  się odnieść do oświadczenia napisanego w dniu 29.05.2011 przez koleżanki będące uczestnikami zdarzenia w szatni,
które ukazywało wrogi stosunek do naszego wykładowcy.
Zdarzenie, o którym chcę wspomnieć miało miejsce również w szatni jest bezpośrednio związane z tą samą panią szatniarką Zofią —-  
Szatniarka będąc świadkiem konwersacji  między mną , a koleżanką i słysząc o
mających się rozpocząć zajęciach z Dr.Kopcem, wtrąciła  złośliwy  komentarz, cyt: „To współczuję”
Pisząc powyższe oświadczenie chciałam udowodnić, że Pani Zofia — wrogo nastawia
studentów  do Doktora Kopca”

Najwyraźniej uznano, że istnieje konieczność podjęcia wobec mnie wspomagających działań dezintegracyjnych, licząc na moje ewentualne nerwowe załamanieOsobliwością tego nowego elementu gry operacyjnej była próba wykreowania mnie na niezrównoważonego, agresywnego chuligana, grasującego po uczelni i obrażającego Bogu ducha winnych  ludzi.

Felieton daje zbyt mało miejsca dla prezentacji wątku mojej rzekomej agresywności. Zmusza do selekcji., przytoczmy więc jako symptomatyczne następujące stwierdzenia profesora K.R., notabene tego samego, który wyznał mi ongiś, że profesor z doktorem na uczelni może zrobić wszystko.

Nie żartowałW GWSP wyodrębniono pokój profesorski, do którego doktor nie miał wstępu. Zwykłe wejście do tego pokoju (będzie o tym za chwilę) uznane zostało przez profesora K.R. jako brutalne najście, wtargnięcie. Powód (czyli Herbert Kopiec – przypomnienie moje) swoim zachowaniem w miejscu pracy czyni strach przed innymi nauczycielami. W zupełności mógłby zostać oskarżony (…)o uporczywe nękanie (…)Mnie obraził w holu uczelni (…) przy studentach, krzycząc: „pan jest tchórzem”. Potem biegł przede mną i zastawiał mi drogę (…).Innym razem wtargnął do pokoju profesorskiego (…) i tam publicznie nazwał mnie “fafikiem” i “cynglem”. Po ponownym wtargnięciu do pokoju profesorskiego za godzinę zapytałem czy “fafik” znaczy pies, a powód nie zareagował” – zeznawał w Sądzie Pracy (zob. protokół z dnia 25.10.2013.) profesor K.R.

Choć upłynęło już parę lat od mojego rzekomego bezeceństwa (K.R. nazywał je niekiedy czynną napaścią słowną podważającą jego autorytet), wciąż nie bardzo wiem, jak zareagować ?

Przytoczmy jeszcze inny przykład pogardy, zdziczenia ujętego w słowa profesora wobec doktora i jego studentów. Oto pani profesor (incydent w tym przypadku miał miejsce na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UŚ) uznała, że ma zbyt mało grup seminaryjnych i podjęła w związku z tym stosowną decyzję, o której zainteresowane strony (tj. doktor i jego studenci) dowiedziały się z karteczki naklejonej na drzwiach seminaryjnej sali: Uwaga! Dawna grupa proseminaryjna dra (tu nazwisko) Obejmuję tę grupę jako moje seminarium. Zajęcia odbywać się będą we wtorki od 14-17. Poniżej podpis, który miłosiernie pominiemy.

No cóż, gdy mamy do czynienia z pomiataniem ludźmi, traktowaniem uniwersytetu jako źródła łupów, które należą się silniejszemu, to warto pamiętać, że słowa w pewnych warunkach są formą przemocy, dla której siła fizyczna jest tylko uzupełnieniem.

Dzisiaj już wiemy, że wśród liderów akcji antylustracyjnej w 2007 r. byli dawni tajni współpracownicy służb PRL, by ich własna przeszłość nie została odkryta. Publikacje na temat powiązań wyższych uczelni ze służbą bezpieczeństwa, które ukazały się swego czasu w Niemczech, dowodzą, że nie można pisać ani historii poszczególnych placówek edukacyjnych, ani biografii uczonych, nie sięgając do akt bezpieki (E. Matkowska, System. Obywatel NRD pod nadzorem tajnych służb,Gazeta Polska ,2004).

Bywa więc, że członkowie społeczności uczonych, ukrywając niechlubne fragmenty swoich życiorysów, bezczelnie wyznaczają standardy tego, co społecznie określa się jako stosowne lub niestosowne. W efekcie mamy do czynienia z sytuacjami, które miały miejsce w niektórych uczelniach. Gdy w Uniwersytecie Toruńskim ujawnieni zostali kolejni współpracownicy SB wśród profesorów astronomii, doktoranci i studenci wystosowali w ich obronie pismo, które i logicznie, i rzeczowo było absurdalne. Bronią swoich profesorów i otwarcie oznajmiają, że ich współpraca z SB nie ma dla nich najmniejszego znaczenia (Odwrót moralności, Gazeta Polska 2009.).

Kto wychował tych ludzi? Kto ukształtował ich stosunek do lustracji i standardy myślenia? Ano ci, którzy przez niemal 20 lat nie mieli odwagi powiedzieć prawdy o sobie. Słowem: Jeśli agenci służb PRL, czyli ludzie, którzy pomagali zwalczać dążenia do demokracji w Polsce i wspomagali sowiecką kontrolę nad Polską, dzisiaj wpływają na myślenie społeczeństwa o tym, jak mamy myśleć o lustracji, to tak, jakby kodeks karny pisali przestępcy (Nasza Polska 27. 01. 2009.)

Te zasmucające zachowania dowodzą, do jakiego stopnia system komunistyczny zniewolił ludzi, od których dziś, po jego oficjalnym upadku, oczekuje się racjonalnego spojrzenia na rzeczywistość……

{cały tekst – https://nfapat.wordpress.com/2018/03/07/w-kregu-niby-profesorow-i-prawdziwych-kapusiow/

Tekst opublikowany w Kurierze WNET -Kurier Śląski, marzec 2018 r.

Systematyczna organizacja niepowodzenia zawodowego

mobbing lektura

ANA LIZA
SYSTEMATYCZNA ORGANIZACJA NIEPOWODZENIA ZAWODOWEGO
poniedziałek, 20 lipca 2009 – FRONDA 52

W Niemieckiej Republice Demokratycznej istniała
Wyższa Szkoła Prawnicza w Poczdamie. Podlegała
Ministerstwu Bezpieczeństwa Państwowego i uczyła
oficerów Stasi „psychologii operacyjnej”. W ramach tego
kierunku funkcjonowała „destrukcja operacyjna”, której
celem było „rozbicie, paraliż, dezorganizacja i izolacja
wrogo-negatywnych sił”. W materiałach naukowych
szkoły znajdowały się precyzyjne opisy, w jaki sposób
„neutralizować” niepokornych twórców, przedstawicieli
świata kultury i nauki. Jedną z ulubionych i powszechnie
stosowanych metod Stasi była metoda oficjalnie nazwana
„systematyczną organizacją niepowodzenia zawodowego”……

 Nękanie ma miejsce na gigantyczną skalę

Mobbing po polsku. Nękanie na gigantyczną skalę bez konsekwencji

gospodarka.dziennik.pl

….. W ciągu trzech kwartałów 2015 r. PIP otrzymała 1198 skarg na mobbing – 81 z nich inspektorzy pracy uznali za uzasadnione. Jednocześnie w 2015 r. przed sądami rejonowymi toczyło się 559 spraw, w których zapadło 241 wyroków – roszczenie pracownika uwzględniono w całości lub w części jedynie w 28 przypadkach……. wbrew danym PIP i liczbom spraw sądowym nękanie ma miejsce na gigantyczną skalę, tylko nie jest zgłaszane instytucjom i nie prowadzi do żadnych konsekwencji.

Mobbing jako sposób obrony przed Prawdą

Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego w obronie prawdy 

Rzeczpospolita

,,,,,Niektórzy są praktycznie eliminowani z merytorycznej dyskusji publicznej wyłącznie z powodu etykietek nadanych im wcześniej przez zawiadujących mediami.

Mechanizmem wykluczenia jest dobrze zbadane przez naukę zjawisko mobbingu, czyli znęcania się nad wybraną ofiarą w grupie (np. klasie szkolnej).

Ofiarę wskazujemy jako przyczynę wszelkich naszych niepowodzeń, zaś jej argumentów czy krzywd nikt nie zamierza wysłuchiwać. Z napiętnowanego przez klasę ucznia wyśmiewają się nie tylko silne dryblasy, ale także pozostali, w tym nawet najgorsze ofermy.

Jest tak dlatego, że chęć akceptacji w grupie jest, jak pokazał Asch, ogromną siłą (w tym przypadku większą niż moralność i rozum razem wzięte), a poza tym wszyscy są zainteresowani utrzymywaniem agresji skierowanej na kogoś innego, a nie na nich. Argumentów napiętnowanych nie tylko się nie słucha, nawet nie muszą one padać (!), nawet milczenie tych ludzi jest oznaką „agresji”.

Nie słucha się jakoby dlatego, że po prostu nie warto, bo przecież argumenty ofiar „oczywiście” wynikają ze znanego „wszystkim i od dawna” (znowu efekt Ascha) ich defektu umysłowego. Przy okazji podkorowy przekaz dla obiektu manipulacji: „my natomiast cieszymy się doskonałym zdrowiem psychicznym”. Naprawdę zaś lepiej nie pozwolić słuchać, bo napiętnowani mają często argumenty, przy których nasze argumenty rażą intelektualną nędzą.

A strach przed Prawdą jest ogromny, bo a nuż ktoś się zorientuje, że 2×2=4 i ruszy lawina Ascha, ale tym razem w kierunku do Prawdy.

Ostatecznym sposobem obrony przed Prawdą jest metoda publicznego ośmieszania, kąśliwych uwag na temat wyglądu, nazwiska, lapsusu językowego, miny itp., co odciąga uwagę od meritum spraw i rzeczowych argumentów w stronę prostackiej hecy i zabawy, a te można podgrzewać (według manipulatorów) w nieskończoność

Wyrok za mobbing przeciwko Uniwersytetowi Przyrodniczemu we Wrocławiu

Wyrok za mobbing przeciwko Uniwersytetowi Przyrodniczemu we Wrocławiu

http://orzeczenia.wroclaw-srodmiescie.sr.gov.pl/content/$N/155025500002021_IV_P_000757_2013_Uz_2017-03-09_002

….

odszkodowanie w związku z wypowiedzeniem umowy o pracę, wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe i zadośćuczynienie z tytułu mobbingu

I.  zasądza na rzecz powódki A. G. (1) od (…) Przyrodniczego we W. kwotę 49.156,84 zł (słownie: czterdzieści dziewięć tysięcy sto pięćdziesiąt sześć złotych osiemdziesiąt cztery grosze), a w tym:

– 17.172,84 zł brutto tytułem odszkodowania za nieuzasadnione wypowiedzenie umowy o pracę;

– 28.000 zł tytułem zadośćuczynienia z tytułu mobbingu;…

xxxxxxxxx

Sąd zważył, iż fakt stosowania mobbingu wobec powódki A. G. (1) na pozwanej uczelni jest bezsprzeczny i oczywisty, nie tylko w świetle materiału dowodowego zgromadzonego bezpośrednio przed tutejszym Sądem ale i na podstawie dowodów zgromadzonych w procesie karnym toczącym się przeciwko prof. D. P. (1).

Podstawę prawną roszczenia powódki o zadośćuczynienie za rozstrój zdrowia na skutek mobbingu pracodawcy stanowią przepisy art. 94 3 k.p. Zgodnie z art. 94 3 § 1 – §3 k.p.: „Pracodawca jest obowiązany przeciwdziałać mobbingowi.

§ 2. Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

§ 3. Pracownik, u którego mobbing wywołał rozstrój zdrowia, może dochodzić od pracodawcy odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.”

Wskazane powyżej przepisy nakładają na pracodawcę obowiązek uczynienia środowiska pracy wolnym od mobbingu. Definicja mobbingu sformułowana w art. 94 3 § 2 k.p. znajduje zastosowanie do działań lub zachowań dotyczących pracownika lub skierowanych przeciwko konkretnemu pracownikowi. W świetle tej definicji mobbing może przybrać postać prześladowania pracownika przez pracodawcę, przez osobę dokonującą w imieniu pracodawcy czynności z zakresu prawa pracy, przez innego pracownika (pracowników), jak również przez osobę świadczącą na rzecz pracodawcy pracę na innej podstawie niż stosunek pracy.

Ponadto zgodnie z art. 94 3 § 2 k.p. znamiona mobbingu posiadają działania lub zachowania polegające na uporczywym lub długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika. Cechą mobbingu jest zatem ciągłość oddziaływania na pracownika, która wyłącza poza zakres tego zjawiska czyny o charakterze jednorazowym. Dla uznania danego przypadku za mobbing niezbędne jest stwierdzenie, że pracownik był poddany nękaniu lub zastraszaniu przez odpowiedni okres. Ocena uporczywości i długotrwałości oddziaływania na pracownika ma charakter zindywidualizowany i musi być odnoszona do każdego, konkretnego przypadku.

Do znamion mobbingu należy również ocena skutków, jakie wywołać może uporczywe lub długotrwałe nękanie lub zastraszanie pracownika. Skutkiem mobbingu może być zaniżona ocena przydatności zawodowej, poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. (vide: komentarz do art. 94 3 k.p., U.Jackowiak, M.Piankowski, W. Uziak, A. Wypych-Żywicka, M.Zieleniecki, Lex Omega)……

Wzory pism procesowych w postępowaniach w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich 

Wzory pism procesowych w postępowaniach w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich

serwis MNiSW

Pliki do pobrania

Chcemy ochronić pracowników przed ewentualnością mobbingu

info mobbing

Gowin o reformach: Postaram się, by nie upadła żadna uczelnia publiczna

gazetaprawna.pl

Po wejściu w życie nowej ustawy o uczelniach szkolnictwo wyższe będzie dużo bardziej zróżnicowane – ocenił w rozmowie z PAP minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Czy zmieni się zakres obowiązków pracowników uczelni?

J.G.: Chcielibyśmy odejść od sztywnego pensum – być może określimy tylko górny pułap liczby godzin dydaktycznych, do jakich zobowiązany będzie nauczyciel akademicki. W ten sposób chcemy ochronić pracowników przed ewentualnością mobbingu ze strony władz instytutu czy katedry. Lepiej dmuchać na zimne…..

A kiedy procedura reagowania kryzysowego w przypadków agresji wobec nauczycieli akademickich ?

Reforma Gowina: Zmieniać! Ale po co?

GW

….Ministerstwo bagatelizuje dziś ataki agresji wobec obcokrajowców. Pana studenci też się mierzą z tym problemem?

– Rzeczywiście odnotowaliśmy kilka miesięcy temu przypadek pobicia studenta będącego obcokrajowcem. Trudno powiedzieć, na ile incydent ten jest przykładem szerszego problemu. Zdecydowaliśmy się w porozumieniu z Konferencją Rektorów Akademickich Szkół Polskich wprowadzić procedurę reagowania kryzysowego w przypadków agresji wobec cudzoziemców. Nasze Biuro ds. Współpracy Międzynarodowej jest przygotowane do udzielania pomocy w takich sytuacjach. Student czy pracownik naukowy może zgłosić zajście pod specjalnym numerem alarmowym, pod którym dyżuruje cały czas specjalista gotowy udzielić pomocy.