Mobbing na Uniwersytecie Warszawskim [Instytut Stosunków Międzynarodowych]

mobbing lektura

ISM – Instytut Szykan i Mobbingu

Wprost

Mimo wielokrotnych sygnałów władze Uniwersytetu Warszawskiego tolerują prześladowanie pracowników uczelni. Nie reagują na informacje o tym, że prof. Edward Haliżak, szef Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW, od lat stosuje mobbing wobec swoich podwładnych. „Wprost” dotarł do utajnionych raportów w tej sprawie.

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego dba o przestrzeganie prawa oraz zapewnienie bezpieczeństwa na terenie uczelni – taką sentencję można wyczytać na stronie internetowej tej uczelni. Do pomocy rektor ma m.in. ombudsmana, czyli rzecznika akademickiego UW. To Anna Cybulko, osoba, do której studenci czy pracownicy akademiccy w nieformalny i poufny sposób mogą zwrócić się z problemami. Ombudsman pomaga rozwiązywać konflikty i dba o to, by wszyscy byli traktowani uczciwie i sprawiedliwie. W listopadzie 2012 r. do ombudsmana zgłasza się dr Krzysztof Księżopolski, wtedy adiunkt Instytutu Stosunków Międzynarodowych (ISM) na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Skarży się na to, jak jest traktowany przez swojego przełożonego prof. Edwarda Haliżaka, szefa ISM, i prosi o wsparcie. Ombudsman po spotkaniu zanotuje, że w instytucie ma miejsce zaogniony konflikt, a co więcej, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że sposób traktowania pracownika przez przełożonego nosi znamiona dyskryminacji lub wręcz mobbingu………

Reklamy

Mobbing wybitnego profesora

  mobbing lektura

Mobbing wybitnego profesora

(na podstawie –  

Estreicher Karol – Dziennik wypadków 

tom V 1973-77 ) 

r.1973

Potem, po 15 VIII, był Kraków. Tu na Uniwersytecie stosunki są przykre, rządy profesora Mieczysława Karasia są złośliwe i głupie. Klimaszewski był gangsterem w rękawiczkach, Karaś bez rękawiczek. Klimaszewski niszczył jak mógł jagiellońską tradycję Uniwersytetu, Karaś robi to samo. Jeden na słodko — niczym fryzjer, dru­gi jak ciemny cham. Rządzą w tej chwili na Uniwersytecie partyjne figury, aparatczyki, tajniaki z Bezpieczeństwa poubierani w togi profesorskie. Przyzwoici profesorowie są na uboczu.

Moje osobiste położenie jest bardzo ciężkie. Za dwa lata emerytura — nie będę mógł nadal rządzić Muzeum. Nie o to idzie! Kto będzie po mnie? Co będzie z Mu­zeum?

W Instytucie Historii Sztuki rządy profesora Mieczysława Porębskiego — bardzo trudne, nieprzyjemne, niekoleżeńskie. Intrygi, plotki, jakieś kwasy, zawiści. Sufluje to Porębskiemu profesor Lech Kalinowski. Jestem odsunięty od wszystkiego. Porębski nie zwołuje zebrań Instytutu, do czego jest zobowiązany. Niełatwy jest los profesora przed emeryturą.

r.1974

Funkcję Muzeum UJ, jego zadania i powodzenie przewidziałem, a nawet chciałem, chciałem aby Uniwersytet Jagielloński miał reprezentacyjne wnętrza, które służyłyby Rektorowi, Senatowi i profesorom. Nie przewidziałem — gdy Collegium Maius weszło już w codzienny użytek — nie przewidziałem jednak jednego. Nie przewidziałem, że bę­dę miał do czynienia nie z szlachetnymi, pozytywnymi charakterami moich kolegów, ale z ich złą, ujemną, niemądra stroną.

Nie przewidziałem, że system wałki klasowej wprowadzony przez socjalizm jest w sta­nie w takim stopniu wyzwolić próżność, zawiść i złośliwości profesorów i rektorów. Wszy­scy rektorzy od czasów Marchlewskiego (1956) — Grodziński, Grzybowski, Lepszy, KJimaszewski, Karaś — wszyscy potrzebowali i używali Collegium Maius i wszystkich po­nosiła zawiść, że ja jestem tam zarządcą. Wszystkim zdawało się, że oni też potrafią od­nowić, urządzić, przyjmować i reprezentować. Wszyscy rektorzy bali się, że chcę poprzez

Collegium Maius i Muzeum UJ zrobić karierę. Wszyscy rektorzy rzucali mi kamienie pod nogi, obrażali mnie lub prowokowali. Grodziński był niezbyt mądry, byt człowiekiem niewielkiej kultury. Lepszy zazdrościł, bo wspinał się do góry, Stefan Grzybowski był chciwy nie tylko zaszczytów, ale i dochodów. Klimaszewski postanowił przypodobać się komunizmowi umniejszając Uniwersytet, Karaś zaś łaknie zaszczytów i ma brutalny spo­sób zachowania się.

Ten kto kiedyś będzie czytał te zapiski zapyta: czy tak było naprawdę, czy to nie jakaś gorycz, jakaś zawiedziona ambicja, czy nie jakaś nerwica lub skleroza przemawia z tej krytyki rektorów?

Nic podobnego! Wiem i znam życie, wiem, że każdy z nas ma wady, słabości, upadki. Nie o to idzie!

Mianowanie rektorów przez Ministerstwo i Partię i przez „doradców radzieckich” (w Krakowie konsul ZSRR) sprawia, że rektorzy Uniwersytetu tracą głowę i charakter natychmiast po objęciu urzędu magnificencji. Dochody, ułatwienia życiowe –to wszystko na tle biedy codziennego życia bardzo szybko, prawie natychmiast po miano­waniu (2-3 miesiące) przewraca rektorom w głowach. Budzi się u nich tym większa żą­dza zaszczytów im silniej czują się zależni od biurokracji socjalistycznej i rosyjskich doradców. Chcą się wyżyć w powodzeniu i w chwale uważając je za trwały sukces.

Są dobierani pod tym kątem przez rządzących, tj. przez KW i KC Partii. Przesiewani są przez doradców z ambasady. Mianując Klimaszewski ego (po śmierci Lepszego w 1964 roku) Gomułka starannie wziął pod uwagę nie jego nacjonalistyczną przeszłość, nie jego zalety i umiejętności reprezentacyjne, ale jego uległy, służebny charakter, Wziął pod uwagę fakt, że Klimaszewski będzie deklamował o Uniwersytecie Jagielloń­skim, a w istocie będzie go zwolna, z lekka zmieniał w uczelnię na poziomie szkół tech­nicznych, zawodowych i prowincjonalnych. To samo i tak samo Karaś.

Collegium Maius jest rektorom UJ potrzebne do osobistych sukcesów i reprezentacji. Czuję się winnym, że wprowadziłem do Collegium zwyczaj i uroczystości, ale gdybym tego nie zrobił w latach 60-tych — nie dałbym sobie rady.

Na tle użytkowania Muzeum ustawicznie dochodzi do ataków przeciw mnie. Moim kolegom zdaje się, że każdy z nich potrafiłby urządzić i prowadzić Muzeum. Ustały ata­ki i dokuczania z lat pięćdziesiątych (że zadaniem UJ nie jest tworzenie Muzeum — Grodziński, Kleniensiewicz). Nieszlachetne, a bardzo szkodliwe ataki z lat sześćdziesią­tych (że wszystko w Muzeum jest falsyfikatem — Bochnak, Szablowski, Kalinowski), a rozpoczęły się ataki ze strony Karasia, że rządzę autorytatywnie (to prawda), że nie umiem współżyć z kolegami, że uważam Muzeum za mój folwark („wytępimy Estreicherów z Uniwersytetu Jagiellońskiego”)….

Moje kłopoty z Collegium Maius i rektorami UJ

Otoczenie — moi współpracownicy, przyjaciele — nieraz dziwią się, dlaczego tak zażarcie, niemal zazdrośnie walczę o Collegium Maius. Niemal każdą inicjatywę prze­cinam, ustawiani, wykłócam się, z reguły robię trudności, gdy ktoś przychodzi z mia­sta czy z Warszawy, aby w ten czy inny sposób użytkować sale Collegium lub sale muzealne. …

Profesorowie, a zwłaszcza rektorzy (bez większej kultury plastycznej, tacy jak ostatnio Klimaszewski i Karaś) mają zachcianki urzą­dzania gabinetów, sal konferencyjnych dziełami sztuki. Wyciągają, żądają, a jeżeli im odmówić, to nadąsani mszczą się. Kiedy w 1960 roku odmówiłem Stefanowi Grzybowskiemu kupna jakiś bezwartościowych skrzypiec, które jego żona chciała sprze­dać — mścił się na mnie przez dwa lata. Rektorzy mianowańcy (z Warszawy, przez partię) mają tendencję by mścić się, jeśli się sprzeciwić ich zachciankom na polu za­bytków i urządzania wnętrz. Nadto każdy z nich uważa (im gorzej z wykształceniem, tym bardziej), że jest znawcą sztuki, że zna się na urządzaniu wnętrz, etc… Dygnita­rzy rektorskich, takich jak Mieczysław Klimaszewski często buntują paniusie rekto-rowe. Zazdrosne o urządzanie wnętrz krytykują przed mężami, podsuwają im ambitne pomysły, a oni, przy pomocy podległych urzędników administracyjnych pró­bują rządzić. Próbują tak i w Collegium Maius, które —jak uważają —jest dla nich przeznaczone, im przypisane, jak toga rektorska jest przypisana do ich reprezenta­cyjnego użytku. Takie poglądy roztaczały przed mężami panie rektorowe: Lepszyna (zm. 1972), Klimaszewska, a teraz pani Karasiowa. Oczywiście domyślam się tego, dochodzą mnie pewne plotki, spostrzegam pewne szczegóły — i to mi wystarcza. Do­dać do tego trzeba zazdrosnych kolegów jak Szablowskiego, Bochnaka (dawniej), Porębskiego (obecnie). Jeżeli dodać służalczych urzędników i dyrektorów admini­stracyjnych, to jest to komplet osobistości chcących rządzić Collegium Maius i Mu­zeum UJ, podszeptujących rektorom, że to oni powinni rządzić Muzeum UJ, bo jest ono dla nich przeznaczone.

Sami rektorzy bardzo prędko tracą głowę. Klimaszewski — kiedyś uprzejmy i grzeczny, jak tylko został członkiem Rady Państwa i wiceprzewodniczącym, nabrał manier królewskich. Przez osiem lat kazał się na Uniwersytecie czcić wszystkim ko­legom, a najchętniej, aby to oddawanie hołdów i deklamacji odbywało się na tle Collegium Maius.

Od dwóch lat jest Karaś. Z małego działacza partyjnego, bardzo ludowego milicjan­ta w latach 1944 i 1945 — polonisty, językoznawcy bez prac naukowych, został miano­wany rektorem UJ i partyjnym dygnitarzem. Wylazły z niego najgorsze cechy partyzanckich obyczajów z przed lat. Jako rektor, podobnie jak Klimaszewski, Colle­gium Maius uważa za odskocznię dla dalszej polityczno-partyjnej kariery.

Do tych ambitnych celów ma służyć Collegium Maius. Karaś wydaje rozkazy podle­głym sobie urzędnikom, a ci z kolei rozkazują mnie myśląc, że się ugnę!…

r.1975

Grudzień

l grudnia poniedziałek

Dziś w południe spadł na mnie potworny cios. Pismo rektora Karasia z zawiadomie­niem, że dnia 11 mianuje prof. M. Porębskiego, dyrektora Instytutu Historii Sztuki, kie­rownikiem — przewodniczącym komisji inwentaryzacyjnej Muzeum UJ. Bez porozumienia się ze mną! Bez uprzedzenia mnie! Przecież to ja to Muzeum stworzy­łem! I nagle jestem zaskoczony w sposób wprost prowokacyjny!

Liczyłem się z tego rodzaju możliwościami, ale —jak to bywa — nie przypuszczałem, że tak nagle, tak zaskakująco zostanie to dokonane.

Muszę (pierwsza moja reakcja!) ratować wszystkie moje rzeczy, które w Muzeum przechowywałem. Moje osobiste depozyty.

Wywiozłem już bezcenną bibliotekę Estreicherowską oraz archiwum. Teraz czas na przedmioty.

Jestem podniecony. Nie wiem co robić! Przede wszystkim muszę liczyć się z przegra­ną i będąc wyrzucanym z Muzeum, które przecież stworzyłem, ratować rzeczy Estreicherowskie. 

Jego Magnificencja Rektor” Karaś

Na jesieni 1975 roku rozpoczęła się żmudna wojna podjazdowa skierowana przeciw­ko mnie. Oparcie i zachętę daje „rektor” Mieczysław Karaś.

Czeka mnie bardzo trudny rok. Muszą wyjaśnić się pewne sprawy, a zwłaszcza na­stępstwo po mnie. Instytut Historii Sztuki, a w nim Porębski i Kalinowski chcą opano­wać Muzeum. Znają jego nieprzebrane skarby, a zawiść o nie zalewa im jakiekolwiek obiektywne spojrzenie. Owa nienawiść, to wszystko posiew działań Adama Bochnaka, który udając przyjaciela tępił mnie przez cale życie poprzez rozsiewanie uwłaczających plotek lub (jakże byłem naiwny) stwarzając szkodzące mi sytuacje. Obecnie moi kole­dzy z Instytutu Historii Sztuki rozszerzają, te same i nowe, plotki i nieprawdziwe wia­domości. Kłamią i oczerniają jak tylko mogą. Kalinowski ucharakteryzowany na arcykapłana nauki, Porębski na wieszcza, ich asystenci (niejaka Klementyna Żurowska, Ostrowski, Małkiewicz, Gadomski, Krakowski, bibliotekarka Żychiewiczowa, wreszcie fotograf-pijaczyna Władysław Gomuła) śledzą co się dzieje w Muzeum i donoszą swym pryncypałom. Z boku — niby do niczego się nie mieszając — trzyma się Jerzy Szablowski, prof. hist. sztuki i członek Akademii Nauk bez prac naukowych, a w rzeczywistości urzędnik małego formatu, kustosz zbiorów na Wawelu.

Wszystkim tym osobom Muzeum UJ przeszkadza. Stworzyłem je z niczego, a fakt je­go powstania wyrwał im monopol z rąk i pokazał, że wszystko można zorganizować w sposób realny i szybki, a nie celebrując i udając, że coś się robi. Teraz znaleźli opar­cie w Mieczysławie Karasiu.

9 grudnia wtorek

Seminarium.

Telefon z teatru Bagatela.

Po południu mam wykład. Po wykładzie dostałem arogancki telefon od sekretarki Podstawowej Organizacji Partyjnej UJ, że w Collegium Maius pali się i dymi. Przypad­kowo byłem w Collegium. Wszędzie cisza i spokój. Śladu dymu. Na ulicy św. Anny stoją dwie strażackie motopompy (daleko od Collegium), ponieważ w kamienicy pod nr 3 czy 5 dymiły się sadze w kominie. Na tej to podstawie dostaję aroganckie telefony, że dzieje się to w Collegium Maius i to ja jestem za to odpowiedzialny! Stwierdziłem, że wszystko jest w porządku i odtelefonowałem do I sekretarza POP-u UJ — Pawlicy, że ktoś sobie z niego żartuje. Ale to nie były żarty!

10 grudnia środa

Wczorajszy awanturniczy telefon od Pawlicy (dygnitarza! I sekretarza Podstawowej Komórki Partyjnej) był prowokacją. Szło o to, aby na posiedzeniu tej jadowitej komór­ki władzy, móc powiedzieć coś złego o mnie — dyrektorze Muzeum UJ. Mniejsza o to czy to prawda, czy nie — rzekomy pożar… wymyślono...

Gdybym nie miał szczęścia i nie było mnie przypadkiem w Muzeum, nazywałoby się, że jest ono niestrzeżone, że należy z tym zrobić porządek… etc. Idzie o to, aby na rok przed moją emeryturą stworzyć atmosferę mojej winy... Choćby przy pomocy drobnych kalumnii... Za wszystkim stoi rektor Mieczysław Karaś, a dopomagają mu różni służal­czy koledzy. Główne intrygi snuje Kalinowski.

7 września 1976

Kilka razy w życiu traciłem warsztat pracy. Najgorsze uderzenie przeżyłem w 1939 ro­ku, gdy papiery i książki przyszło mi porzucić i ruszyć za granicę.

Nigdy już nie zdołałem uporządkować papierów. Listów, książek. Znaczną ich część odzyskałem po wojnie, w 1946 roku.

W 1945 roku straciłem całe Biuro Rewindykacyjne w Londynie. U Ewy, mej siostry, leżą na strychu moje papiery, listy, dokumenty, zebrane w latach wojny 1939-45. Potem w 1947 przyszła wyprowadzka z Sobieskiego. Książki po ojcu umieściłem w Bibliotece Jagiellońskiej. W 1962 roku dyrektor Baumgart kazał mi się usunąć z Biblioteki wraz z całym Archiwum Estreicherów. W gmachu Biblioteki nie był w stanie dać mi żadne­go kąta, bym mógł pracować nad Bibliografią. Z Akademii Nauk usunięto warsztat Bi­bliografii Polskiej. Miałem tam swoją pracownię.

Teraz odchodzę z Collegium Maius i znowu tracę oparcie dla pracy naukowej i mej działalności, które tam posiadałem.

Emerytura i (praktycznie mówiąc) „usunięcie mnie” z dyrektury Muzeum UJ pomi­jając wszelkie moralne aspekty, uderzyło we mnie, bo zburzono mi warsztat naukowy….

Gdyby Uni­wersytet był dla mnie życzliwszy, gdyby koledzy moi, rektorzy, Senat odnosili się do mnie z większym uznaniem, nie przeszkadzali mi działać, nie obrzucali mnie inwekty­wami, byłbym to wszystko, po uporządkowaniu, oddał Muzeum UJ i Bibliotece Jagiel­lońskiej. Takie były moje zamysły w 1946 roku. Teraz stoję przed koniecznością dalszego zabezpieczenia owych rzeczy. Nie wiem jeszcze dokładnie, co zrobię, ale zrobię wszyst­ko by spuścizny Estreicherów nie zmarnować.

15 września środa

Traktowanie odchodzącego na emeryturę profesora jest po prostu straszne. Nie ma przykrości ze strony kolegów, której by nie stosowano.

Cały rok, aż do wakacji urządzono • dzięki nagonce kwestora Bunscha — inwentary­zację, która w gruncie rzeczy nie była niczym innym jak prześladowaniem mnie. Koledzy profesorowie: Porębski, Kalinowski, docent Klementyna Żurowska (niemądra, na pozio­mie „bony do dzieci” lub damy klasowej), asystenci Gadomski, Małkiewicz, Ostrowski — robili dociekliwą inspekcje, co Muzeum posiada i jak to wszystko jest zapisane. Oczywi­ście tą nerwówkę urządzono, aby obrzydzić mnie życie. Prowokowano zajścia.

Dziś dotarłem do rektora Karasia. Nie chce nic powiedzieć, ani naradzić się ze mną co ma być z Muzeum i co z Bibliografią Polską — mojego autorstwa.

Zachowuję spokój, udaję że się nie denerwuję — ale w rzeczywistości przechodzę bardzo ciężkie nerwy.

Karaś czeka na moją emeryturę z UJ na pierwszego października i dopiero wtedy za­cznie wydawać decyzje.

We wrześniu 1976 roku zawezwał mnie dziekan Kulczykowski, najbliższy współpracow­nik M. Karasia. Tzw. Mały Senat UJ uchwalił tę odprawę. Równocześnie na wniosek Mie­czysława Karasia podjęto uchwałę całkowitego usunięcia mnie z UJ. W myśl zasady: „Wytępimy Estreicherów na Uniwersytecie Jagiellońskim”. Podjął się wykonania tej uchwały niejaki Sylwester Wójcik (prorektor UJ), osobistość na poziomie posterunkowe­go w mieście powiatowym. Rozpoczęła się seria nagonek, prześladowań, szykan i preten­sji. Wójcik wraz z Kulczykowskim buntowali przeciw mnie współpracowników (zwłaszcza M. Zakrzewską). Ostrowski ostrzegł mnie, że jestem wysoce podejrzany o kradzież srebra.

. Zakrzewska donosiła prof. Mieczysławowi Porębskiemu o nieporządkach w Muzeum. Karaś wrzeszczał na mnie żądając abym wysłał (jako wypożyczenie) obrazy z Muzeum UJ do polskiego konsulatu w Chicago. Szykanom nie było końca. Wójcik odebrał mi klucze, zezwolił na przychodzenie do Muzeum, ale po każdorazowym meldowa­niu się u niego. Nie przyznano mi żadnej nagrody. Zapowiedziano, że dyrektorem będzie prof. Kalinowski, który zapowiedział daleko idące zmiany w urządzeniu wnętrza.

Nie było upokorzenia, szykany, oskarżenia, którego bym nie przeżył. Broniłem się i wreszcie trafiłem na prof. Werblana, a ten jako wysoko partyjny zwrócił się do Partii w Krakowie i wreszcie zwrócono uwagę, że Estreicher jest przez Karasia prześladowa­ny. Karaś się przeląkł, zwłaszcza że przytoczono mu jego własne powiedzenie o wytg: pieniu Estreicherów w Uniwersytecie Jagiellońskim.,,,

W tej atmosferze bardzo przeszkadzałem. Za wiele widziałem i wiedziałem, tak że trzeba mnie było z placówki Muzeum UJ usunąć. Obrazić, oskarżyć, sprowokować do jakiegoś zajścia… Oto tło sprawy.

Na złe — tylko na złe

Po co mi było, w 1945 roku, wracać do Polski, do Krakowa? Tyle kłopotów i przykro­ści, które w PRL, w ciągu trzydziestu lat przeżyłem, a które spisywałem tu zaledwo w połowie, nie zawsze mając ochotę umieszczać w Dzienniku te niekończące się swary, awantury, ataki i obrony. Po co stworzyłem Muzeum UJ, a stworzyłem je przecie z ni­czego!? Aby być nieuznanym, obrzucanym rozmaitego rodzaju inwektywami i kłamstwami. Aby utopić mój czas i majątek w Uniwersytecie, gdzie nie spotkało mnie nic do­brego. Gdzie Wydział i moi koledzy skrzywdzili mnie przed laty, głosując przeciwko mej profesurze zwyczajnej? Za co? Po co?

Trzymajmy głowę wysoko mimo klęsk i nieuznania. Jedyne co mi zostało to godność osobista. Tej nie mogę pozwolić naruszyć różnym Bochnakom, Drobnerom, Kalinowskim, Karasiom, Lepszym, Szablowskim (wielu z nich jest już R.I.P.) To najważniejsze. Ale to wszystko ciężko, bardzo ciężko przychodzi.

20 września poniedziałek

Nie jestem w stanie pisać Dziennika. Mam wstręt do tego co dzieje się wokół mnie. Całymi dniami zamykam się w domu i tłumaczę Żywoty Yasarego.

Ofensywa inwektyw ze strony Instytutu Historii Sztuki wciąż trwa. Porębski instru­owany przez Kalinowskiego chodzi do rektora Karasia i (choć mnie nie zna) wypowia­da o mojej działalności rozmaite ujemne sądy. Przenikają do mnie rozmaite wiadomości — a ile nie przenika?! Głównym informatorem jest Kalinowski, a Szablowski ze swą sztuczną powagą potwierdza wszystko co mówią o mnie złego.

Przypomina mi się, z przed lat, jakaś „czarna środa” w Instytucie Historii Sztuki — posiedzenie wielogodzinne pod prezydencją Lepszego, gdzie moi koledzy: Bochnak, Kalinowski, Szablowski, Dobrowolski przez pięć godzin „radzili” co robić z Muzeum UJ. Rzucano inwektywy. Sprawiało to wyraźną przyjemność Tadeuszowi Dobrowolskiemu i Bochnakowi. Postanowiono, że muszę odejść z Muzeum.

r.1977

28 czerwca wtorek

O Mieczysławie Karasiu, mianowanym rektorze Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mieczysław Karaś konsekwentnie przeprowadza program tępienia mej osoby w Uni­wersytecie Jagiellońskim.

Jest to osobnik chory, nieopanowany, niebywale brutalny. Nie zna granic dla upustu swej złości — a w złość wpada zawsze i wszędzie, wystarczy, że w tym dniu gorzej widzi, lub spotyka go jakaś przykrość. Nienawidzi. Pomiata wszystkimi, którzy są od niego za­leżni. Wyraża się to terrorem i besztaniem, groźbami i złośliwością. Wyrażane jest to głośno, przy wszystkich, nawet przy uczniach, nie mówiąc już o asystentach czy perso­nelu administracyjnym Uniwersytetu.

Karol Estreicher jr.  w Wikipedii

(4 marca 190629 kwietnia 1984) – jeden z najwybitniejszych polskich historyków sztuki XX wieku.

 

Mobbing uwarunkowany nepotycznie

info mobbing

Mobbing na uczelni

z- praca.wp.pl

Jestem pracownikiem naukowym i mój przełożony stosuje wobec mnie mobbing.

Byłam na stażu badawczym za granicą, podczas którego otrzymałam sms-a od swego bezpośredniego kierownika z groźbą zwolnienia mnie z pracy jeżeli nie podejmę współpracy z córką profesora, która przybyła na miejsce zorganizowanych przeze mnie badań – nawet gdy ją wykluczyłam z udziału z braku zaangażowania w przygotowanie wyjazdu naukowego. Naraziło to mnie na poważne kłopoty i straty finansowe. Po powrocie złożyłam pismo z prośbą o wyjaśnienie na jakiej podstawie grożono mi zwolnieniem oraz zmuszono do współpracy.

Zapytałam również o wskazanie źródeł sfinansowania poniesionych prywatnych środków finansowych. DO dziś dnia nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Miały miejsce działania mobbingowe. Nie chcę występować przeciwko pracodawcy gdyż pracuję – czynię to co lubię i do czego przez lata się przygotowywałam. Stopień naukowy uzyskałam na tej uczelni z wąskiej specjalizacji. Konsekwencje powinna ponieść konkretna osoba – ta która słała sms-a. Co w tej sprawię mogę uczynić aby Pracodawca, i mój i osoby, która mi groziła określił jasnoswoje stanowisko.

Kolejne pisma złożone już nie do tej osoby ale na ręce Prorektorów czy nawet Dziekana WYdziału również pozostały bez odzewu. Znając jasno stanowisko Uczelni – czy było to działanie Władz Uczelni czy też prywatna „inicjatywa” osoby, która mi groziła będę mogła zadecydować o ewentualnym złożeniu pozwu do sądu. I wówczas nie wobec Pracodawcy ale wobec osoby, która mi groziła.

ODPOWIADA DANUTA RUTKOWSKA

– Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników (art. 943 §2 kp.). W orzecznictwie sądowym przeważa pogląd, iż aby można było mówić o mobbingu działania pracodawcy muszą być jednocześnie uporczywe i długotrwałe oraz polegać na nękaniu lub zastraszaniu pracownika, a ich skutkiem – zaniżona samoocena przydatności zawodowej, poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolacja lub wyeliminowanie go z zespołu współpracowników, rozstrój zdrowia.

Wystąpienie do sądu przeciwko nadawcy sms-a byłoby uzasadnione w przypadku naruszenia przez niego Pani dóbr osobistych, a więc – np. czci, dobrego imienia, wizerunku itp. Wówczas należałoby skierować sprawę do sądu cywilnego. Najlepszym rozwiązaniem byłoby niewątpliwie wyjaśnienie spornych kwestii w toku bezpośrednich rozmów z pracodawcą.

Profesor zesłany do piwnicy

info mobbing

Profesor Marian Gabryś zesłany do piwnicy

GW

Prof. Marian Gabryś od prawie trzech lat pracuje w klitce w piwnicy Kliniki Ginekologii i Położnictwa przy ul. Chałubińskiego. – To szykana za to, że nie byłem potulny – mówi ginekolog.

Na zielonych ścianach wielki grzyb, powietrze – mimo otwartego okna – stęchłe, zepsuty telefon. Rurą w kącie z hałasem spływają fekalia. Całe wyposażenie to biurko, dwie szafy i kilka krzeseł. Na podłodze kawałki tynku. – Musiał w nocy spaść z sufitu – mówi profesor.

Kilka lat temu Gabryś miał uczelniany komputer, ale już go nie ma. – Zabrali, gdy szukali na mnie haków – wspomina. Studentów egzaminuje w bibliotece lub na korytarzu, bo do klitki w piwnicy wstyd ich zaprosić. Rok temu Państwowa Inspekcja Pracy uznała, że pomieszczenie nie nadaje się do pracy.

Prof. Gabryś jest lekarzem z 36-letnią praktyką, specjalistą w zakresie ginekologii i położnictwa, anestezjologii oraz ginekologii onkologicznej. Dwa miesiące temu prezydent Lech Kaczyński wręczył mu nominację profesorską. Jest jednym z czterech aktywnych zawodowo ginekologów z tytułem profesorskim we Wrocławiu.

W piwnicy pracuje od jesieni 2006 roku. Wcześniej był kierownikiem II Katedry i Kliniki Ginekologii przy ul. Dyrekcyjnej. W tym samym budynku działała też klinika położnictwa kierowana przez prof. Mariusza Zimmera. Współpraca układała się źle. Gabryś: – Nie było dnia bez awantur. Prof. Zimmer i jego poprzednik prof. Janusz Woytoń chcieli mnie sobie podporządkować, a ja się na to nie godziłem. Szukali pretekstu, żeby się mnie pozbyć i stworzyć potężne latyfundium.

W listopadzie 2006 roku Gabrysia wyrzucono ze szpitala przy ul. Dyrekcyjnej. Rektor AM prof. Ryszard Andrzejak uznał, że w tej sytuacji ginekolog nie może zajmować stanowiska szefa katedry i kliniki i przeniósł go na Chałubińskiego. Na uczelni plotkowano, że Gabryś jest konfliktowy, że źle opiekuje się pacjentkami. Podczas rady wydziału lekarskiego prorektor ds. klinicznych prof. Jerzy Rudnicki oskarżył go o to, że budził chorą uśpioną do zabiegu, aby zrobić na złość prof. Zimmerowi, i odwoływał z dyżuru swoich lekarzy, pozostawiając pacjentki bez opieki. 

– To była z premedytacją przeprowadzona akcja, która miała na celu zdyskredytowanie Gabrysia. Większość w to uwierzyła, bo nie przypuszczano, że można rzucać tak poważne oskarżenia, nie mając twardych dowodów – mówi jeden z profesorów AM….

Po uczelni krąży żart:

„jeśli będziesz się stawiał, to skończysz jak Gabryś, w piwnicy”

– mówi profesor.

Promotor mobbingowany za pracę magisterską

baner

Promotor mobbingowany za pracę magisterską

Józef Wieczorek 

 

Niedawno ukazała się książka Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa. Idea i historia”, która wywołała ogromny rezonans na najwyższych szczeblach politycznych, jak i akademickich. Książka w dużej mierze oparta jest na pracy magisterskiej Pawła Zyzaka wykonanej w Instytucie Historii UJ pod kierunkiem profesora Andrzeja Nowaka.

Promotor pracy, wybitny historyk, od tego czasu jest obiektem szykan, które mają znamiona mobbingu. 

Kampania zaszczuwania profesora Andrzeja Nowaka trwa od kilku tygodni i ma cechy kampanii zorganizowanej. 

Prof. Andrzej Nowak 

  • otrzymuje koperty z kałem i listy z wyzwiskami, korespondencja przychodzi na adres Instytutu Historii UJ

  • otrzymuje kartki pocztowe, w których profesor obrzucany jest niewybrednymi obelgami

  • poszukiwane są ‚haki’ na profesora. Osoby podające się za „dziennikarzy” wypytują w jego miejscu pracy czy profesor przychodzi na zajęcia pijany, czy prowadzi na uczelni agitację polityczną, jakie książki wypożycza w bibliotece.

 

Szereg działań podjętych wobec profesora ma cechy ostracyzmu –

  • sekretarz generalny Polskiej Akademii Umiejętności prof. Jerzy Wyrozumski cofnął zaproszenie profesora do udziału w konferencji poświęconej czerwcowi 1989 roku

  • profesor został wycofany z warsztatów dla młodzieży z zakresu stosunków polsko-rosyjskich, które miał prowadzić podczas spotkań zorganizowanych przez Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci

  • odwołano zaproszenie dla profesora na konferencję z okazji 70. rocznicy Sonderaktion Krakau (po ultimatum od Fundacji Promocji UJ ) 

Nie bez powodu promotor mówi „Czuję się zaszczuty” ( Dziennik, czwartek 9 kwietnia 2009,WYWIAD Z PROFESOREM ANDRZEJEM NOWAKIEM – Promotor pracy Zyzaka: Czuję się zaszczuty)

 Podłoże do niegodziwości:

  • atak ze strony polityków

  • wsparcie części mediów

  • współudział części środowisk “naukowych”

  • konformistyczna postawa części pracowników UJ – miejsca pracy profesora 

Nieznane są zabiegi władz uczelni dla przeciwdziałania rozwijającemu się mobbingowi wobec pracownika uczelni. Mobbing związany jest z pracą świadczoną dla uczelni. 

Władze uczelni są zobowiązane kodeksem pracy do prowadzenia wewnętrznej polityki antymobbingowej.