Propozycja podjęcia mediacji w sprawie o plagiat

Prof. Aldona Kamela-Sowińska pozwana o plagiat

PAP, Puls Biznesu, pb.pl,05.03.2010
20 tys. zł odszkodowania i przeprosin w prasie domaga się od b. minister skarbu Aldony Kameli-Sowińskiej Jakub B., autor tekstu skopiowanego przez nią w artykule o etyce w biznesie. Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu…
Sąd zaproponował w piątek stronom próbę podjęcia mediacji i zawarcia ugody. Jak powiedział PAP Jacek Jonak, adwokat Jakuba B., możliwość zawarcia ugody zawsze istnieje, ale czeka na propozycje strony pozwanej.
Reklamy

Mobbing na UAM?

info mobbing

Mobbing na UAM? Pozew trafił do sądu

Radio Merkury 

„Przeprosin i 10 tysięcy złotych, na rzecz Fundacji Anny Dymnej, domaga się od swojego szefa Jolanta Siekierska, prowadząca zajęcia w Studium Wychowania Fizycznego i Sportu na Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kobieta oskarża kierownika studium Piotra Szafarkiewicza o mobbing i naruszanie dóbr osobistych. Pozew trafił już do sądu.

Piotr Szafarkiewicz nie zgadza się z tymi zarzutami. Uważa, iż Jolanta Siekierska nie może pogodzić się z faktem, że została szeregowym pracownikiem i straciła pewne przywileje. 
Jolanta Siekierska do stycznia była zastępcą kierownika. Została odwołana, kiedy władze uniwersytetu zmieniły całe kierownictwo studium. Rzecznik uczelni Marzena Barańska mówi, że do zmian doszło, bowiem kontrola przeprowadzona w tej jednostce wypadła negatywnie. 
Władze UAM-u zmieniły szefostwo studium, bo jak mówi rzecznik, straciły do nich zaufanie. A wszystko po kontroli. Kobieta, która oskarża obecnego kierownika twierdzi, że nikt nie chciał jej w tej sprawie pomóc. 

Sprawą zajął się nasz reporter. Wiele osób, do których próbował dotrzeć, nie zgodziło się na rozmowę. Cześć tłumaczyła to faktem, iż nie chce narażać się władzom uczelni, inni mówili, że nie chcą głośno mówić o wewnętrznych sprawach uniwersytetu. Czasu na rozmowę nie znalazł też rektor UAM profesor Bronisław Marciniak.”

Lech Kaczyński oskarżany o mobbing

info mobbing

L. Kaczyński oskarżany o mobbing

Wiadomości.ONET, 14.09.2009

15 mln zł domagają się łącznie były burmistrz Wawra Dariusz Godlewski i jego zastępca Piotr Zygarski od prezydenta Warszawy w procesie o dyskryminację i mobbing.
Godlewski twierdzi, że wszelkie jego inicjatywy były torpedowane przez urzędników Ratusza, ówczesnego prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego oraz wiceprezydenta Andrzeja Urbańskiego.
W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie przesłuchał Godlewskiego i Zygarskiego.

W 2003 roku Dariusz Godlewski i Piotr Zygarski zostali wybrani odpowiednio na burmistrza i wiceburmistrza warszawskiego Wawra.

Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy, powołał jednak w Wawrze swojego pełnomocnika i nie uznał nominacji obu panów. Do końca kadencji samorządowej Wawrem nie rządził de facto nikt.
Godlewski i Zygarski poczuli się szykanowani – twierdzą, że utrudniano im wypełnianie obowiązków, obniżono uposażenia, nie otrzymali nagród itp.

Godlewski powiedział, że domaga się 10 mln zł odszkodowania. Jego zdaniem – gdyby nie sprawowanie przez niego urzędu, a potem postępowanie prokuratury w sprawie niegospodarności, zakończone w ubiegłym roku – mógłby objąć rozmaite eksponowane funkcje, np. zostać prezesem spółki Skarbu Państwa. Jego zarobki mogłyby sięgać – jak podawał – od 40 do 50 tys. zł miesięcznie. Przy założeniu, że będzie aktywny jeszcze około 20 lat, dało mu to kwotę 10 mln zł.

Tymczasem po odwołaniu ze stanowiska burmistrza Wawra w 2006 roku stał się – jak powiedział – osobą zamkniętą, apatyczną, nie wierzącą we własne możliwości. Nie ubiegał się też o żadne funkcje publiczne. Sprawowanie tej funkcji – jak zaznaczył – „cofnęło go w karierze zawodowej co najmniej o dziesięciolecie”.

Zdaniem Zygarskiego „prezydent L. Kaczyński chciał wymóc podanie się do dymisji”. – Postępowanie pana Urbańskiego, (Sławomira) Skrzypka i pani (Elżbiety Jakubiak) było skierowane na obrażanie mnie i niszczenie ekonomiczne, a przede wszystkim psychiczne – powiedział przez sądem Zygarski. Utrzymywał, że jego choroby, przede wszystkim problemy żołądkowe, mogą mieć związek ze stresem, jaki przechodził w czasie sprawowania urzędu.

Zdaniem Zygarskiego „klasycznym przykładem mobbingu była kwestia uposażeń”, gdyż – jak powiedział – wszyscy burmistrzowie i urzędnicy miasta otrzymywali premie, z wyjątkiem burmistrza i urzędników Wawra. Zygarski powiedział, że urzędnicy z Wawra mieli ponadto zablokowany dostęp do konta, nie mogli podejmować żadnych działań ponad to, co było ustalone z prezydentem Kaczyńskim. Poza tym dla Wawra nie zostały przyznane żadne dodatkowe środki.

Przed sądem domaga się 5 mln zł. Jest to – jak powiedział – suma uposażeń prezydenta L. Kaczyńskiego pomnożona przez dwa. – Gdyby nie mobbing, ja wystartowałbym w wyborach na stanowisko prezydenta Warszawy i wygrałbym je – powiedział Zygarski. – Byłem poddawany mobbingowi, zamiast mnie na spotkania Rady Miasta zapraszano pełnomocnika prezydenta Kaczyńskiego – zaznaczył. Powiedział, że dla siebie domaga się 1 tys. zł; gdyby otrzymał resztę, chce ją – jak deklaruje – przekazać na cele społeczne.

Sąd zobowiązał pełnomocników urzędu miasta do ustosunkowania się do wyliczeń Zygarskiego i Godlewskiego, którzy podali jakie kwoty utracili z powodu niewypłacenia im premii. Następna rozprawa w listopadzie….

Kosztowne oddalenie pozwu o mobbing akademicki

Prawo a mobbing
Przykład archiwalny z UMCS: 

Sprawa o mobbing idzie do Strasburga
Gazeta Wyborcza, Tomasz Nieśpiał 24-08-2005, 

Sąd Najwyższy nie przyjął do rozpoznania skargi kasacyjnej w sprawie mobbingu na UMCS. – Strasburg jest ostatnią deską ratunku – mówi Julita D., która zapowiada złożenie skargi do Trybunału Praw Człowieka

10 sierpnia Sąd Najwyższy zajmował się sprawą Julity D. z Lublina, która oskarżyła UMCS o mobbing.

Odpowiedź przyszła w ostatni poniedziałek – sąd odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej. – Nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało. Dlatego od razu wysłałam prośbę o uzasadnienie decyzji. Jeśli skończą się możliwości odwołania w Polsce, będę szukała sprawiedliwości przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu – mówi Julita D., która przez 13 lat pracowała na lubelskiej Akademii Medycznej jako genetyk.
Pod koniec 2000 roku przeniosła się na UMCS, bo chciała zrobić habilitację, a na Akademii Medycznej nie mieli akurat etatu adiunkta dla biologa. Po roku zrezygnowała z pracy. Na początku 2004 roku do lubelskiego Sądu Okręgowego wpłynął jej pozew skierowany przeciwko UMCS.
Chodziło o nękanie w pracy, czyli mobbing. Julita D. twierdzi, że jej przełożona, profesor K., psychicznie znęcała się nad nią. Kobieta domagała się rekordowej kwoty – 408 tys. zł.     

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł pod koniec grudnia ub. roku.

Julita D. nie przekonała sądu, który uznał, że mobbingu nie było i oddalił pozew.
W marcu przegrała po raz drugi. Sąd Apelacyjny utrzymał poprzednie orzeczenie.
Kosztami postępowania obciążył skarb państwa, ale zgodnie z przepisami Julita D. musi zwrócić uczelni wydatki, jakie UMCS poniósł w czasie procesu. Chodzi o ponad 5 tys. zł. – Od wielu miesięcy jestem bezrobotna, to dla mnie ogromna kwota – mówi Julita D.     

Dla Gazety

prof. Andrzej Rzepliński

Helsińska Fundacja Praw Człowieka

Wyroki sądu i konieczność zwrócenia pieniędzy spowoduje, że przez pewien czas osoby, które uważają, że stały się ofiarami mobbingu, nie będą występować do sądu ze swoimi roszczeniami. Jest to zjawisko niepokojące, ale na razie wyłącznie na terenie Lublina.

—————

 Przykład archiwalny z UAM:

SĄD – Milion złotych za mobbing na UAM?

Polska – Głos Wielkopolski 26.04.2007

Dr Jarosław Spychała domaga się miliona złotych od UAM jako zadośćuczynienia za mobbing i dyskryminację.

Wczoraj przed poznańskim Sądem Pracy zeznawali jako świadkowie naukowcy z Wydziału Chemii – także były i obecny dziekan. Jarosław Spychała został zwolniony z UAM 30 września ubiegłego roku. Oficjalnym powodem pożegnania naukowca z uczelnią był brak habilitacji.

Jarosław Spychała twierdzi jednak, że uniemożliwili mu to przełożeni, między innymi ograniczając dostęp do środków na finansowanie badań. Po stażu w Atlancie na na swoim koncie 43 publikacje – w tym 10 zagranicznych. Kilka z nich jest chronionych patentami. Twierdzi, że złożył wniosek o wszczęcie procedury habilitacyjnej. W aktach sprawy jest taki dokument, ale bez daty wpływu.

Obaj dziekani przekonywali wczoraj sąd, że naukowiec takiego wniosku nie złożył. Zeznali jednak również, że jego „ciekawa, ambitna praca” nie pokrywała się z kierunkami badań grup badawczych na wydziale.

Były dziekan przyznał także, że od kilku lat nie rozmawia z doktorem Spychałą. Jak stwierdził wczoraj, przyczyną było zachowanie naukowca na komisyjnym kolokwium.

Obraził wówczas komisję i zamiast przeprosić, zakończył rozmowę trzaśnięciem drzwi. Od tego momentu obaj panowie chemicy nie „zauważali się”.

Były dziekan powiedział również, że dr Spychała nie był dyskryminowany w przydziałach środków na kosztowne badania, ale przy okazji wyraził zdziwienie, że były asystent zamówił także cyjanek, chociaż – jego zdaniem, nie było takiej potrzeby.

Sąd zamierza jeszcze przesłuchać kilku świadków w przyszłym miesiącu.

——–

MOBBING – Milion zapłaty za szykany w UAM

Polska – Głos Wielkopolski 17.05.2007

—————-

 

Nie dostanie miliona za mobbing

Gazeta Wyborcza, Poznań 2007-05-23

 

Dr Jarosław Spychała na Wydziale Chemii UAM zajmował osobny pokój. Stał w nim stary komputer, mogący służyć jako maszyna do pisania. Naukowiec nie uczestniczył w konferencjach naukowych, na które jeździli jego koledzy, miał utrudniony dostęp do odczynników, nie uwzględniano go na listach nagród. W miejscu pracy chemik czuł się izolowany

W ubiegłym roku dziekan wręczył mu wypowiedzenie. Powód? Spychała nie złożył na czas rozprawy habilitacyjnej. – Chciałem to zrobić, ale dziekan utrudniał mi otwarcie przewodu – twierdzi Spychała, autor 43 publikacji, wśród których część opublikowały prestiżowe zagraniczne czasopisma.

 

Chemik złożył w sądzie pozew przeciwko UAM. Domagał się 1 mln zł odszkodowania za mobbing.

Po trwającym dwa miesiące procesie, w środę sąd oddalił pozew w całości. Spychała nie tylko nie otrzyma miliona, ale także
będzie musiał zapłacić ponad 5 tys. zł tzw. zastępstwa procesowego, czyli opłacić reprezentującego uniwersytet radcę prawnego.

Sąd uznał, że Spychała nie tylko nie był dyskryminowany, ale wręcz go hołubiono.

Doktorowi dwukrotnie przedłużono czas na złożenie habilitacji, przyznano mu stypendium. 

Wyrok zapadł w oparciu o zeznania świadków. –

Mój klient nie dostarczył obelżywych listów, nagrań, maili. Bo takich nie otrzymywał.

A złą atmosferę i ostracyzm trudno udowodnić. Zwłaszcza, że świadkowie nadal pracują na wydziale – mówi pełnomocnik Spychały, mec. Piotr Ostafi. Znajomi z miejsca pracy, na których wsparcie liczył chemik, przed sądem nabierali wody w usta.
Adwokat rozważa odwołanie od wyroku. – Na pewno sprzeciwimy się opłatom nałożonym przez sąd na mojego klienta. Linia orzecznictwa Sądu Najwyższego nakazuje ochronę zwolnionego pracownika – wyjaśnia Ostafi. 
Spychała jest obecnie bezrobotny. Utrzymuje się z oszczędności.