Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing? –zakończenie

Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing? –zakończenie”

Po wieloletnich usiłowaniach, aby rozwiązać moją sprawę drogą wewnętrzną został złożony pozew do Sądu Pracy. Zatem obecny wpis kończy cykl artykułów pt „Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing?”, w których opisałam moją historię i przedstawiłam ją do publicznej wiadomości na niniejszej stronie.

Poprzednie części to:

Cześć pierwsza: https://nfamob.wordpress.com/2016/05/22/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing/

Część druga: https://nfamob.wordpress.com/2016/10/02/politechnika-wroclawska-ignoruje-mobbing-ciag-dalszy/

Pragnę uzupełnić niektóre z zagadnień podanych do opinii publicznej w poprzednich artykułach.

Zgodnie z planami jakie przedstawiłam w pierwszej części skierowałam pismo z prośbą o ponowne rozpatrzenie mojej sprawy przez obecnego J.M. Rektora Politechniki Wrocławskiej profesora Cezarego Madryasa. Zdaję sobie sprawę z tego, że Rektor nie musi się zajmować wszystkimi sprawami osobiście, przekazując problemy do rozwiązania upoważnionym do tego podwładnym, lecz odpowiedź, którą otrzymałam przeszła moje najśmielsze oczekiwania w negatywnym tego słowa znaczeniu.

W moim piśmie z dnia 27.10.2016 r. napisałam:

Cyt::„[…]Wystosowałam do byłego J.M. Rektora dwa pisma: jedno z dnia 10.07.2015 r. (zał. nr 1) oraz kolejne z dnia 28.12.2015 r. które zwierało również prośbę o poważne potraktowanie mojej skargi (zał. nr 2). W żadnym z wystosowanych pism nie wnioskowałam o stwierdzenie czy w moim miejscu pracy stosowany jest wobec mnie mobbing oraz stalking, ponieważ takie uprawnienia posiada jedynie sąd w oparciu o materiał dowodowy. Prof. Tadeusz Więckowski nie odniósł się do moich próśb o rozwiązanie zgłaszanych problemów, ale powołał „Komisję ds. rozwiązania sprawy” (pisownia oryginalna), która autorytatywnie stwierdziła, iż wobec mnie mobbingu, stalkingu i szykan w miejscu pracy nie stosowano[…]”

W odpowiedzi z dnia 16.11.2016 r otrzymałam:

Cyt:”[…]Zgodnie z jego przepisami (Zarządzenia) Rektor zobowiązany jest powołać komisję do wyjaśnienia sprawy i udzielenia odpowiedzi pracownikowi w każdym przypadku zgłoszenia takich zarzutów przez pracownika. Zarządzenie to nie przewiduje możliwości powołania komisji tylko na wniosek pracownika albo procedowanie w innym trybie, niż określony w ww. Zarządzeniu. W związku z tym, iż Pani twierdzenia dotyczyły mobbingu, jaki miałby być stosowany wobec Pani, JM Rektor Politechniki Wrocławskiej prof. dr hab. inż. Tadeusz Więckowski powołał komisję, której celem było wyjaśnienie sprawy[…].”

W każdym z pism, począwszy od wniosku złażonego do Komisji Pojednawczej z dnia 11.02.2013 r. prosiłam, wręcz domagałam się konfrontacji w sprawie z zakresu „dóbr osobistych”

Cyt:„[…]Taka agresywna, bezsensowna reakcja jest jednym z wielu skutków procesu oczerniania, pozbawiania wiarygodności i reputacji. Świadkami są pracownicy, studenci, a może i osoby postronne[…]”

Poprzez pismo złożone do Dziekan Wydziału z dnia 19.05.2014 roku,

Cyt:„[…]Działania, które odbieram jako naruszanie mojej godności pracowniczej oraz osobistej:

  • tworzenie konfliktu dookoła mojej osoby,

(zał. nr 1 – Uzasadnienie wniosku do Komisji Pojednawczej oraz

Uzasadnienie p.1, 2)”

I skończywszy na piśmie skierowanym do byłego J.M. Rektora profesora Tadeusza Więckowskiego z dnia 10.07.2016 roku (oraz z dn. 28.12.2015 r.):

  1. Spowodowanie usunięcia skutków szykan:

  • Spowodowanie ujawnienia wszystkich informacji, którymi mnie zniesławiano, osób, które to robiły, konfrontacji z faktami oraz usunięcia skutków”

W dalszym ciągu odpowiedzi z dnia 16.11.2016 roku jest napisane:

[…]Komisja swoje czynności prowadziła wnikliwie i rzetelnie. Każdy z pracowników Wydziałowego Zakładu Rysunku, Malarstwa i Rzeźby uzyskał możliwość swobodnej wypowiedzi. Pracownikom zapewniono anonimowość, m.in. poprzez wyłączenie się przewodniczącej komisji – Dziekan Wydziału Architektury z tej części prac. Nie są zatem prawdziwe Pani twierdzenia, jakoby Pani prof. dr hab. inż. Elżbieta Trocka-Leszczyńska uzyskała „dostęp do wypowiedzi” Pani współpracowników na Pani temat, bowiem jak wskazano powyżej, nie uczestniczyła ona w spotkaniach z pracownikami. Ponadto nigdy nie powstał żaden protokół dokumentujący przebieg tychże spotkań, do którego ewentualnie mogłaby mieć wgląd. Przewodnicząca komisji została natomiast poinformowana o ogólnym wydźwięku wypowiedzi pracowników nt. sytuacji w Zakładzie. Z wypowiedzi tych wynikało jednoznacznie, iż ocena tych osób odbiega od tej dokonanej przez Panią[…]”

Odmówiono mi zatem konfrontacji w zakresie tzw. „dóbr osobistych”, ale za to otrzymałam odpowiedź na inny zarzut:

Cyt: […]W drugim piśmie wystosowanym do byłego J.M. Rektora informowałam o zamiarach skierowania sprawy na drogę sądową, będąc w posiadaniu takiej informacji były J.M. Rektor powierzył przewodniczenie Komisji, zwierzchnikowi jednostki, którą przyjdzie mi skarżyć. Będąc przewodniczącą Komisji p. Dziekan Wydziału uzyskała dostęp do całości dokumentacji złożonej w obu pismach oraz do wypowiedzi moich współpracowników na mój temat.[…]”

 

W efekcie otrzymania pisma o takiej treści osobiście zwróciłam się do J.M. Rektora o pomoc. Zostałam zapewniona, że sprawa rozwiązania zgłaszanych problemów zostanie rozpatrzona.

W ostatnim piśmie poruszyłam również kwestię wykształcenia i uprawnień zawodowych. Czy recenzentem w „punktowanym” naukowym piśmie Wydziału Architektury (9 punktów MNiSW w roku 2016) w specjalności malarstwo może być mój bezpośredni przełożony dr hab. inż arch., który nie ma wykształcenia plastycznego i o ile mi wiadomo nie ma również wykształcenia uniwersyteckiego z dziedziny historii sztuki, a habilitacyjna monografia odnosi się do autonomicznych architektonicznych rysunków. Dlaczego nie pracownicy, którzy takie wykształcenie posiadają, którzy posiadają w tej dziedzinie naukowe stopnie i są praktykami, np. kolega, który ukończył architekturę oraz ASP i habilitował się w dziedzinie malarstwa, czy też koleżanka, która doktoryzowała się w dziedzinie malarstwa i jest znaną artystką-malarką. Czy może również, nie mając odpowiedniego wykształcenia w dziedzinie sztuki wystawić uzasadnienie oceny dostatecznej „mało znacząca działalność twórcza”.

Czy brak plastycznego wykształcenia u osoby wykładającej plastyczne przedmioty na wyższej uczelni jako starszy wykładowca powinien być powodem do publicznie eksponowanej dumy – artykuł na stronie Pryzmatu: http://www.pryzmat.pwr.edu.pl/ludzie-politechniki/89 (dostęp 16.10.2016 r.) Jaki jest wpływ takich stwierdzeń na studentów Wydziału Architektury, na ich szacunek do wiedzy i umiejętności, do wykształcenia. A co z pracownikami Zakładu, którzy takie wykształcenie posiadają, nawet podwójne (Architektura, ASP) i są znanymi artystami. „Nie matura, lecz chęć szczera…”.

Dziedzina sztuki jest chyba jedyną w której członkostwo w organizacji związkowej (ZPAP) ciągle umożliwia się uzyskanie doktoratu osobom które nie mają wyższych studiów plastycznych, stawiając ich na równi z osobami posiadającymi w tej dziedzinie wykształcenie, a przecież obecnie studia na ASP można podjąć w każdym wieku.

W pierwszej części podjęłam również zagadnienie związane z moimi współpracownikami będącymi członkami „Solidarności”. Napisałam,

Cyt: „[…] od dwóch „współpracowników” z zespołu, którzy podkreślali swoją przynależność do NSZZ „Solidarność” przy P.Wr. mogłabym oczekiwać przynajmniej nie angażowania się we wrogie zachowania”

Wówczas nie wiedziałam, nie podano tego do wiadomości, ani nikt się nie „pochwalił” ilu w zespole jest członków tego Związku Zawodowego i jak ważne pełnią funkcje w kadencji 2014-18, a mianowicie:

  • Społeczny Inspektor Pracy,
  • Delegat z ramienia „Solidarności” na Walne Zebranie Delegatów Krajowej Sekcji Nauki oraz delegat Wrocławskiego Ośrodka na Walne Zebranie Delegatów KSN.

Z tego wniosek iż zespół w którym pracuję powinien być wręcz modelowy z zakresie przestrzegania prawa pracy, etyki zawodowej oraz etosu akademickiego, nie mówiąc już o pracowniczych relacjach. W sprawie tego co ma miejsce w zespole zwróciłam się do przedstawiciela NSZZ „Solidarność” na Wydziale Architektury. W odpowiedzi, bez jakiejkolwiek rozmowy ze mną otrzymałam stwierdzenie iż:

Cyt„[…] Ponieważ jest Pani członkiem ZNP w Politechnice Wrocławskiej, (jestem przedstawicielem tego związku na Wydziale), sugeruję włączenie tej organizacji do rozwiązania Pani problemu. W mojej ocenie sytuacja w Pani miejscu pracy nie ma charakteru konfliktu pomiędzy organizacjami związkowymi”

Ponieważ powyższe stwierdzenie nie stanowiło odpowiedzi na moją prośbę, wystosowałam więc pismo (z dn. 25.11.2016 r) do pana dr inż. Tomasza Wójcika Przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Politechnice Wrocławskiej. W piśmie pokreśliłam iż w niniejszej sprawie występuję jako pracownik, a nie związkowiec, wykluczyłam jakąkolwiek sugestię konfliktu między związkami i poprosiłam zaangażowanie związku w obronie moich pracowniczych praw. Nie otrzymałam na nie odpowiedzi, ani żadnej „zwrotnej” reakcji w mojej sprawie. Korespondencję przekazałam na ręce J.M. Rektora jako uzupełnienie zagadnień zgłoszonych w skierowanych do Niego piśmie.

Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,
Czy ten, co mówić o tym nie pozwala
?

Cyprian Kamil Norwid

Pragnę przekazać wyrazy najgłębszego szacunku oraz wsparcia dla osób znajdujących się sytuacji podobnej do mojej.

dr inż. arch., mgr sztuk plastycznych Ewa, Małgorzata Górska,

Zakład Rysunku, Malarstwa i Rzeźby

Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej

Reklamy

Mobbing uczelniany w opiniach internautów

mobbing-w-mediach3

Józef Wieczorek

MOBBING UCZELNIANY W OPINIACH INTERNAUTÓW

(tekst archiwalny z 2003 r. ale nadal aktualny)

 

Na temat mojego tekstu ‚Mobbing uczelniany’ opublikowanego w nr 6 (14) 2003 OBYWATELA wywiązała się ożywiona dyskusja internetowa na stronach portalu ONET, gdzie tekst zostal również umieszczony – 04.12.2003.

Wiele wypowiedzi wnosi istotne informacje dla poznania mobbingu na uczelniach polskich. Wydaje się, że jest to problem bardzo wielu, jeśli nie wszystkich polskich uczelni, ale jest to problem zamiatany pod dywan przez decydentów. Warto więc przekazać wybór wypowiedzi, które winny zainteresować szersze grono czytelników, szczególnie tych, którzy nie korzystają z internetu.

Wypowiedzi potwierdzają opinię o ważnej roli jaką odgrywa internet w budowie społeczeństwa obywatelskiego. Widać jak ważne ma znaczenie internet w informowaniu o prawdziwych problemach nurtujących społeczeństwo. Internet omija cenzurę (chociaż nie do końca), stąd obraz jaki dają autentyczne wypowiedzi internautów tak różni się od obrazu uczelni przedstawianego przez rektorów w oficjalnych wypowiedziach w mediach.

Niestety rektorzy nie mają argumentów merytorycznych dla podjęcia dyskusji z tezami artykułu. Mimo, że artykuł przekazałem rektorom uniwersytetów polskich pisząc ‚Będę wdzięczny za merytoryczną krytykę..’ nie mam komu tej wdzięczności okazać, bo żaden z rektorów takiej krytyki nie przedstawił. Rozumiem, że żaden z rektorów nie miał żadnych merytorycznych argumentów przeciwko słuszności tez, które przedstawiłem.

Po dyskusjach internetowych nie ma natomiast wątpliwości, że obraz uczelni jest jeszcze bardziej negatywny niż to przedstawiałem, gdyż moje wypowiedzi w artykule tonowałem.

OPINIE INTERNATUTÓW

(TO DAJE DUŻO DO MYŚLENIA)

 

„Cieszy mnie, że w końcu ktoś o tym mówi co się dzieje na polskich uczelniach”

„Bardzo dobrze, że artykuł się ukazał, a Autor uczciwie przedstawił problem”

„Niestety, to właśnie tam, gdzie podejście pedagogiczne i wszelki humanizm powinny górować- króluje mobbing…”

„Dlatego popierajmy odważnie mówiących prawdę o środowisku akademickim, jak autor tego artykułu. „

„Układy między gronem profesorskim są straszne, czasami wzbudzają odruch wymiotny!!!”

” W Krakowie mobbing jest niestety obecny na wszystkich uczelniach, w to co tu się dzieje nikt by nie uwierzył? To jest zdziczenie nauki!”

” np.doktorantka została zniżona do roli małpy i kozła ofiarnego, którą szanowny Pan Profesor bez skrupułów poniżał i ośmieszał przed pełną salą studentów „

” W ogóle czasami „chore” są relacje pomiędzy pracownikiem [dydaktycznym i niedydaktycznym] a studentami i pracodawcą [oczywiście na niekorzyść pracownika]. Uważam, że to brak kompetencji u pracodawcy; tzn. rektora, dziekanów, kierowników katedr i zakladów”

” Przełożeni mogą np. zabrać efekty wieloletniej pracy, zniszczyć (uczynić niedostępnym) stanowisko pracy, bywa, że zakażą publikowania napisanej pracy. Dużym problemem jest brak rozjemcy, o którym mowa w artykule, bo praktycznie nie ma się do kogo zwrócić o pomoc. Sprawy uczelni są dla sądów albo nieczytelne, albo (na ogół) rozwiązywane po myśli uczelni. Jeśli ktoś zna przykłady, gdy w podobnych sprawach pracownik wygrał z uczelnią niech napisze”

” Autor tego artykułu szczerze i prawdziwie opisał zjawisko mobbingu na polskich uczelniach oraz instytutach PAN. To bardzo okrutna prawda, że szefowie lokalnych placówek lub katedr, czy zespołów badawczych rezydują czasem dłużej niż 25 lat i rzeczywiście wycinają potencjalnych konkurentów i nie daj Boże jak podwładny drukuje więcej, a jeszcze gorzej „nie po myśli ” przełożonego, a ten przecież decyduje o stypendium zagranicznym (ustala listę i kolejność) o złożeniu wniosku o awans naukowy. A całkowita zgroza, jeśli ma się odmienne poglądy od szefa, wtedy może nastąpić koniec kariery naukowej. Dużo patologii i niedostatek środków na uzdrowienie tej sytuacji”

” Czynnikami sprzyjającymi wszelkim formom mobbingu osób zarządzających zespołem ludzkim zwanych szefami na mojej uczelni są:

1.pazerność i chciejstwo materialne szefa,

2.poziom naukowy i intelektualny szefa,

3.koterie i nepotyzm na poziomie wyższych, kierowniczych struktur władzy,

4.feudalny, despotyczny styl zarządzania,

5.skłonność do zawłaszczania dorobku naukowego młodszych pracowników. „

„Wszyscy wiemy, jakie jest w sytuacji wieloetatowości pracy zachowanie najwyższych władz uczeli. Jak najdalej uciec od problemu i stosować działania pozorne!!!

Mam wiele, wiele więcej spostrzeżeń o zagadnieniu mobbingu na uczelniach wyższych. Moja szefowa jest „wybitna” w tym zakresie”.

” znamy na forum stanowisko mobbingowanych a mnie ciekawi jeszcze zdanie mobbingujących”

” Mógłbym się nie zgodzić z autorem, gdybym nie pracował 14 lat na uczelni. Niestety to rycząca prawda”

” Płaczę czytając ten artykuł. To wszystko prawda, kiedy to się zmieni !!!!!”

” Dzisiaj jestem profesorem, przez ponad 25 lat byłem poddawany mobbingowi. Po wyróżnionym nagrodą ministra doktoracie poniewierano mną na etacie technicznym 20 lat.”

” UMK w Toruniu jakby wyjęte żywcem z tego artykułu, wystarczy poczytać spis pracowników uczelni. O gnębieniu młodych i ambitnych to szkoda gadać. To jest zjawisko powszechne. Zamiast naprawdę zdolnych, zatrudnia się krewnych i znajomych. Łamanie praw pracownika i mobbing są na porządku dziennym. O stosunku do studentów szkoda gadać. Ich prawa też są łamane. NIK powinien chyba mieć tu permanentną kontrolę z etatem podręcznego prokuratora”

” skostniała struktura uczelni polskich, niekonkurencyjna i zachowawcza sprzyja sekowaniu zdolnych. Fakt. Uczelniany mandarynizm konserwuje regres intelektualny”

” aby układy rodzinne nie stanowiły ośrodka mobbingu, tzn. aby katedrami nie rządziły klany, które odnoszą z tego powodu korzyści finansowe i nie tylko..”

” W pełni się zgadzam. Znam to z autopsji… Ale może siła leży w niezniechęcaniu się?”

” Dobrze, że ktoś to wreszcie zauważył. Może w końcu kiedyś skończy się nieomylność niektórych profesorów. Przecież nasze wyższe uczelnie to skansen.”

” Byłem pracownikiem uczelni i zgadzam się z tezami artykułu. Wszelka krytyka jest źle widziana za wyjątkiem tej „idącej w dół” „

” Mobbing to kolejny głupawy pomysł na szukanie problemów tam, gdzie ich nie ma….

ludzie – weźcie się do pracy, zamiast strajkować, zajmować mobbingiem i innymi pierdołami !!!!”

„Niestety nie bzdura… Kolega Pawel chyba nie chce widzieć tego, co się wokół niego dzieje. Zjawiska opisane w artykule są częste w naszej nauce. Kwitowanie ich określeniem „bzdura” i zrównywanie z amerykańskim hoplem na punkcie molestowania to nieuczciwość”

„Artykuł opisuje raczej EWIDENTNE przejawy, typowych dla hierarchicznych struktur władzy, bezwzględnych zabiegów karierowiczowskich, gdzie nepotyzm, konfabulacje, intrygi, a nierzadko szantaż i presja psychiczna są na porządku dziennym”

” Demoralizacja, zblazowanie, chciwość i brak zwyczajnej ludzkiej klasy wśród wielu polskich profs/habs to zapewne nie tylko efekt negatywnej selekcji na uczelniach. Ta selekcja jest SKUTKIEM, a nie przyczyną i zapewne tylko UJAWNIA głębsze źródła upadku ETOSU, za przeproszeniem, INTELIGENCKIEGO w Polsce w ogóle.”

” Przeżyłam mobbing zawodowy wynikający z niedopasowania do układów rodzinno-towarzyskich, a i alkoholowych. Łapówek nie brałam [łapówki opisywała lokalna prasa] ale też nie mogłam zostać adiunktem pomimo aktywności zawodowej i stosownego tytułu, żadnych pieniędzy na badania a konferencje finansowane we własnym zakresie i zajęcia jako jedyna musiałam odrabiać „

„prymitywizm polskiego szkolnictwa wyższego.Przez kilka lat pracowałam na wyższej uczelni i w to co musiałam przejść nikt by mi nie uwierzył. Powoli rozmawiając z innymi pracownikami wyższych uczelni okazywało się, że nie jest to tylko mój problem. Najgorsze jest to, że przez lata nie przyznawałam się do tego mojej rodzinie, gdyż było mi się wstyd przyznać, że mam takiego szefa, głupiego prymitywnego prostaka, niestety!”

” Kobiety u władzy stanowią 99% wszystkich pracowników mojego Wydzialu [sic!]. Są to osoby w wieku menopauzalnym i po; i jak tu wytrzymać?!!”

” Zapewniam, że pracownik administracyjny (w każdym razie na uczelni, na której pracuję) jest na jeszcze niższej pozycji niż student. Trzymanie się „tylko własnego poglądu” owocuje… utratą pracy…”

„Ja właśnie piszę pracę licencjacką na temat mobbingu …. ale szkolnego. Będąc w podstawówce wielokrotnie padałem ofiarą takiego zjawiska. Moja klasa nie była zbytnio rozgarnięta, a ja wyróżniałem się poziomem inteligencji (co pomagało mi być prymusem). Musiałem jednak znosić wyzwiska w stylu „kujon” itp. Nie bylem zapraszany na imprezy, nikt mi nawet nie chciał podać ręki. W mobbingu szkolnym osobom uzdolnionym i inteligentnym próbuje się przyłożyć łatkę „kujona” (kogoś kto bezmyślnie zakuwa)”

” A zastanawiali sie Państwo kiedykolwiek nad pozycją pracowników NIEdydaktycznych?? To jest dopiero pole do popisu dla mobbingujacyh! Ja pracuję w księgowości jednej z wyższych uczelni. Cóż z tego, że mam tytuł mgr i dodatkowo prowadzę zajęcia dydaktyczne? I tak KAŻDY może mi „nawciskac”, bo jestem TYLKO pracownikiem administracyjnym. Mało tego – student też się może poskarżyć – nieważne czy ma racje czy nie – wystarczy, że jest w dobrych układach z właściwym prorektorem!”

„To wszystko prawda. Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś to zauważył, bo do tej pory faktycznie uczelnie tylko się reklamowały. Prawda jest taka, że zaczynających naukę studentów traktuje się jak komputery, które można przestawiać, wyładowywać na nich swoją złość, albo wyłączać jak przestały być potrzebne. Odniosłem wrażenie, że na uczelni studenci są elementami wręcz niepożądanymi. Stopień tych działań zależy od wydziału, celuje w tym wydział inżynierii mechanicznej i robotyki z AGH. Zdarzają się tam ludzie będący chamami o rząd większymi niż menele z dworca. Studentów traktują jak rzeczy, na których można się wyładować. I tych, którzy są dobrzy w jakiejś dziedzinie wywalają na starcie. Dalej przechodzą tylko ci, którzy byli spolegliwi.”

„Problem jest bowiem w tym, że jeśli już dojdzie do mobbingu czy wyzyskiwania podwładnych, nasz system nie ma żadnych mechanizmów samonaprawczych…

To jest dokładnie to, o co chodzi. Potrzebne są ZMIANY SYSTEMOWE, a nie działania na zasadzie straży pożarnej”.

” Ponieważ państwowy żłób jest zawsze za mały, naczelną zdolnością staje się więc umiejętność wyrzynania konkurentów. Oczywiście nie należy idealizować ludzi pracujących w tzw. naukach ścisłych. Kumoterstwo, nepotyzm itd. są tam również dobrze znane, ale na szczęście są one tylko dodatkiem do prawdziwej nauki, i jak powiedziałem, każdy zdolny i pracowity człowiek jest w stanie te sprawy przeskoczyć. Przy okazji, zauważyłem, że prawie cały ten jazgot, jaki się odezwał w reakcji na twój komentarz, jest w wykonaniu kobiet. Widać wyraźnie, że baby wyczuły pismo nosem i dobrze już wiedzą, że ten cały bełkot o mobbingu, molestowaniu etc. to najlepszy koń do podwiezienia się trochę wyżej w strukturze uczelnianych grajdołków.”

„likwidacja habilitacji to byłby pierwszy krok do ograniczenia działania maczugi. Konieczność uzyskania habilitacji wg procedury obecnego systemu jest jednym ze źródeł opisywanych tu patologii „

„Najlepszym sposobem na zahamowanie mobbingu jest wprowadzenie lekcji etyki w szkole jako przedmiotu”

„Przypadek czy nagonka? Oczywiście słyszy się o przypadkach nagannego traktowania podwładnych w tej czy innej instytucji naukowej. Część z nich oczywiście jest prawdziwa, część bierze się z istotnych trudności w ocenie rzeczywistych relacji profesor-pracownik i niedostosowania do nich zachowań jednej lub obu stron (standardowy problem to ocena autorstwa prac). „

„Akademia Pedagogiczna w Krakowie!!! Szczególnie przedmioty związane z chemią. Prowadzący te zajęcia, to prawdziwe diabły!!!”

” Niestety jest tak jak Pan pisze ! Lat temu 8, mój recenzent (starszy człowiek z tytułem profesorskim zajmujący stanowisko kierownika katedry) zaproponował mi pozostanie na uczelni i robienie tzw. „kariery naukowej”. W momencie rozpoczynania studiów marzyłem o takiej sytuacji, jednak po pięciu latach odmówiłem. Dlaczego? Po prostu przez pięć lat napatrzyłem się na tzw. „środowisko naukowe”, na wzajemne „podgryzanie się” przez większość (nie mówię że wszystkich) panów „naukowców”, na boje o doktorantów, na sitwy i układy.”

” Zgadzam się, uczelnia to jedno wielkie bagno. Ludzie, którzy później reprezentują Polskę są tacy a nie inni.Wynika to z braku kontroli.”

„Mobbing na Uniwersytecie Jagiellońskim.Rektorem, obecnie, nie zostaje się z ramienia partii tylko z ramienia grupy interesów doraźnie utworzonej na danej uczelni. Są to grupy ponadpartyjne o wiezi czysto ekonomicznej (podział dodatków funkcyjnych, nagród, grantów, itd., itp.,czyli „piniędzy” jak mówi znajomy drhab.”

” Gra polega na tym, żeby niewygodnego zdołować, złamać, zastraszyć i zmusić do pisania prac „pod osobę”. Zjawisko to nie dotyczy wszystkich a jedynie pewnej grupy ludzi, zazwyczaj asystentów, choć zdarzają się doktorowie, którzy obrażają dorosłych przecież ludzi na swoich zajęciach z racji tego, że mają przewagę. Fakt, że uczelnia ma garstkę naprawdę dobrze wykształconych i pomocnych ludzi, ale ci są na tyle świadomi swojej wartości, świetnie wykształceni i są profesjonalistami, dlatego zapewne nawet im nie przychodzą do głowy takie gierki. Wiekszość kadry jednak to ludzie zakompleksieni, którzy zachowujący się jakby byli chorzy psychicznie, mszczą się, zastraszają, utrudniają życie studentom i co bardzo ważne obrażają ich na porządku dziennym. Stara praktyka to notoryczne odsyłanie, nie informowanie, straszenie przykrymi konsekwencjami, wyśmiewanie się, szczególnie podczas egzaminowania, itp, itd. Nie mówiąc już o tym, że weszła ustawa o ochronie danych, a na anglistyce ciągle wiszą nazwiska i oceny po kilka miesięcy, brakuje jeszcze zdjęć i adresów. Nikt o tym nie mówi, bo każdy chce mieć studia.

Zresztą anglistyka, to wierzchołek góry lodowej, bo jeśli chodzi o układy i feudalny system to UJ wygrywa chyba każdy taki ranking!”

” Wszystko można znieść, nawet ogrom materiału do nauczenia, ale jak przyszli koledzy po fachu (tzn. np. lekarze asystenci) traktują cię jak robala, którego trzeba by najlepiej rozgnieść, to skąd się dziwić krytykowanej przez opinię społeczną postawie niektórych „kolegów” – czarnych owiec środowiska lekarskiego? Myślę, że wielu lekarzy ma podobne wspomnienia z czasów studiów. „

” Te ‚dziadki’ całą swoją karierę zrobili właśnie na mobbingu. I oni nawet głosu w tej sprawie nie zabiorą. Chodzą do pracy na uczelni a w połowie drogi zapominają po co tam idą.”

„A może warto powołać jakieś stowarzyszenie, po to by chronić innych przed gangsterskimi poczynaniami uczelnianych sitw i koterii. „

„Kto zna szkołę całkowicie bez mobbingu? Kto był świadkiem mobbingu na innych? Napiszcie, proszę! Muszę zmienić szkołę bo tu nie da się żyć! „

„skostniała struktura uczelni polskich, niekonkurencyjna i zachowawcza sprzyja sekowaniu zdolnych. Fakt. Uczelniany mandarynizm konserwuje regres intelektualny. Czy w USA, gdzie są różne uczelnie, ale niewątpliwie dokonuje się postęp technologiczny i naukowy prezydent nadaje tytuł profesora ?!!!!

Nowa – stara ustawa jeszcze ten mandarynizm wzmacnia !”

„W takich sytuacjach wskazane jest wyciszenie swoich emocji, nabranie do sprawy dystansu. Rozdrapywanie rany tylko tę ranę powieksza. Ja wiem, że to trudne, ale kierując się tylko poczuciem krzywdy i chęci odwetu możesz stracić jeszcze więcej, a mianowicie zdrowie.

Ponadto są towarzystwa, grupy wsparcia dla osób mobbingowanych [chyba podane w artykule p.J.Wieczorka] i one mogą rozsądnie doradzić.”

„Pan Józef Wieczorek ma całkowitą rację. Mobbing jest faktem i stanowi istotny wkład w całokształt zjawisk patologicznych toczących naukę polską. Wskazanie problemu jest pierwszym etapem walki z patologicznym zjawiskiem i Autorowi słusznie należą się z tego tytułu wyrazy uznania „

„Co zrobić natomiast, aby całkowicie optymistycznie zapatrywać się na dalszy rozwój nauki w Polsce? Oprócz przyjęcia ustawodawstwa minimalizujacego możliwości skutecznego mobbingu, trzeba zlikwidować habilitację, znieść procedurę nadawania tytułów przez Prezydenta RP (nawet tak światłego jak nasz OMC magister), zwielokrotnić nakłady finansowe na naukę, wymusić inny podział tych pieniędzy (uniemożliwiający ich marnowanie przez imitatorów i pozorantów nauki), oraz wymusić rotacje naukowców poprzez wprowadzenie konkursów i odnawialnych kontraktów (koniec z ciepłymi, dożywotnimi posadkami). Proste, prawda? „

„Podziwiam każdego, kto ma odwagę z nazwiska i imienia wymienić łotrów. Na mojej uczelni łotrostwa, o jakich zwykłemu człowiekowi nigdy się nie śniło, są popełniane bez wstydu i w biały dzień. Gdybym powiedział na forum publicznym choć o jednej sprawce moich kolegów z Instytutu, sprawą natychmiast zainteresowałby sie prokurator, a mnie by wykończyli. Dlatego milczę. Za to moje tchórzostwo czuję do siebie niesmak. Wiem tylko jedno – któregoś dnia problem pęknie jak dojrzały wrzód.”

SKALA PROBLEMU

Wypowiedzi internautów świadczą o skali problemu, którego dzięki internetowi nie da się zamieść pod dywan. Trzeba coś z tym zrobić. Potrzebne są kompleksowe zmiany w nauce i edukacji, których nie da się sprowadzić do uchwalenia prezydenckiej ustawy o szkolnictwie wyższym petryfikującej zresztą obecny stan rzeczy i generalnie przyjaznej dla mobbingu i innych patologii uczelnianych. To będzie regres, a nie postęp.

Niestety rektorzy uczelni nie chcą podjąć rzeczowej dyskusji na ten temat.

Niektórzy rektorzy apelują o dobre obyczaje, o rozpoczęcie dyskusji o etyce środowiska akademickiego, ale pozostają głusi na własne apele ( nie słyszą ? nie rozumieją ? o co apelują).

Mimo ożywionej dyskusji środowiska akademickiego brak w niej głosów odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. Czy to jest etyczne ? Czy to jest zgodne z Akademickimi Kodeksami Wartości, z Akademickimi Kodeksami Etycznymi uchwalanymi przez senaty uczelni polskich ?

Niszczenie naukowców przez środowiska akademickie nie jest zjawiskiem nowym. Warto tu przypomnieć los Bronisława Piłsudskiego (brata Marszałka Józefa), którego nie było w stanie złamać zesłanie na Syberię, ale złamało po powrocie z zesłania środowisko nauki polskiej. Należy podkreślić, że Piłsudski mimo statusu zesłańca, skazanego przez cara na 15 lat katorgi na Syberii, mógł oficjalnie prowadzić badania naukowe na co otrzymywał pomoc finansową. Po powrocie nie miał na to szans odtrącony przez polskie środowisko naukowe, gdyż był pasjonatem naukowym bez stopni naukowych. W końcu popełnił samobójstwo.

Chyba nic się nie zmieniło na lepsze. Na finansowanie badań nie mogą nadal liczyć niewygodni, bo zbyt niezależni i aktywni naukowo, czy ujawniający przekręty, naukowcy skazani w Polsce na niebyt.

Carowie rosyjscy nie niszczyli tak nauki jak to czynią ‚carowie’ nauki polskiej obdarzający się nawzajem tytułami i medalami. To świadczy o destrukcyjnej sile korporacji tytularnych, która nie słabnie i wydaje się być ponadczasowa, ponadustrojowa. Nowy prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyższym ten stan może nawet wzmocnić. Nie jest to dobra prognoza dla nauki i edukacji w Polsce. Obym się mylił.

Józef Wieczorek

Mobbing uczelniany

mobbing-w-mediach1

Józef Wieczorek

MOBBING UCZELNIANY

Obywatel nr 6 (14) r. 2003

(tekst archiwalny ale nadal aktualny, z wyjątkiem aspektów prawnych)

Mobbing to psychiczne, długotrwale szykanowanie pracownika w pracy przez przełożonych lub przez innych pracowników. Nie chodzi tu o zwykły konflikt personalny czy krótkotrwale spięcia. Mobbing polega na sprzysiężeniu się przeciwko komuś w celu psychicznego wyniszczenia i wykluczenia go ze społeczności. Często przybiera formy bardzo wyrafinowane, tak że nie wszyscy orientują się, kto jest mobbingującym, a kto poddawany mobbingowi.

Jednak zwykle mobbingującym, czyli szykanującym niewygodnego podwładnego jest przełożony, szczególnie wtedy, gdy czuje się zagrożony jego aktywnością czy talentami. Czasem jest to grupa pracowników znęcająca się moralnie nad kolegą, trzymając z przełożonym i upatrując w tym szansy awansu.

W Polsce nie ma badań ilościowych nad mobbingiem, ale w wielu krajach europejskich wiadomo, że odsetek pracowników mobbingowanych osiąga kilka-kilkanaście procent zatrudnionych. Koszty społeczne mobbingu są poważne, jakkolwiek nie policzone. Osoby mobbingowane mają słabszą wydajność pracy. Często muszą się leczyć, korzystają ze zwolnień lekarskich. Zakłady tracą dobrych pracowników.

Feudalizm i mobbing

Szczególnie silne natężenie mobbing ma tam, gdzie panują feudalne stosunki zależności. Dlatego też ma on tak poważne znaczenie i skalę na uczelniach i w instytucjach naukowych. Feudalna struktura nauki polskiej zagwarantowana jest prawem, no i ma aprobatę demokratycznej większości. Dyrektorem instytutu czy kierownikiem zakładu można być ćwierć wieku, a nawet dłużej.

Ktoś, kto jest aktywny, a przy tym młodszy od dyrektora chcącego utrzymać się u władzy – stanowi potencjalne zagrożenie. Musi się liczyć z tym, że będzie poddawany mobbingowi.

W systemie wyższej edukacji na ogół nie zmienia się miejsca zatrudnienia, stąd częste kariery od studenta do rektora na tej samej uczelni. To sprzyja układom i tworzy zamknięty system.

Kto by się wdarł z zewnątrz do takiego układu, ma małe szanse przetrwania, jeśli się nie dostosuje. Na uczelniach pracują całe rodziny, całe pokolenia. To tworzy pajęczynę.

Powszechny konformizm społeczności akademickiej oraz brak rzecznika akademickiego dla rozwiązywania problemów w obrębie korporacji uczelnianej, sprzyjają mobbingowi.

Ktoś, kto nie pasuje do układów, kto chce zachować niezależność myślenia i działania, kto ujawnia patologie i uczelniane przekręty, ten jest poddawany mobbingowi. Poziom merytoryczny nie ma zasadniczo znaczenia. Im wyżej ceniony pracownik, tym dla niego gorzej, bowiem zagraża innym, a jak się go pozbędą, to zwalnia się miejsce dla miernot i konformistów.

Niestety, najwyżej się ceni tych, którzy potrafili wyciąć swoich potencjalnych następców. Ci mają największe poważnie. Budzą respekt jako niezastąpione autorytety moralne i intelektualne.

Na pytanie „Co zrobili z tymi, którzy mogli ich zastąpić?” na ogół nie ma odpowiedzi. A przecież na uczelniach winno się wychowywać, a nie wycinać następców. To jedna z najważniejszych powinności nauczyciela. To winno być najważniejsze kryterium oceny.

Marian Mazur w swej niezapomnianej i nadal aktualnej książce „Historia naturalna polskiego naukowca” (1970) pisał: „Gdy niedawno odszedł jeden z takich „feudałów”, którego nazwisko figuruje na czele prawie każdej placówki, każdego komitetu, każdej komisji, każdej redakcji, okazało się, że nie było komu powierzyć po nim kierownictwa jego zakładu – tak dalece wytępił wszelkich potencjalnych następców”. No i rzecz jasna autor tych słów był tępiony za taką ocenę polskiego środowiska naukowego.

Nic zasadniczo się nie zmieniło w Polsce mimo zmian ustrojowych. Ustrój nauki i edukacji pozostał niezmieniony. Kolejne ustawy jedynie petryfikują feudalną strukturę nauki i edukacji w Polsce.

Mobbing pod dywanem

Mobbing na uczelniach i w instytucjach naukowych jest jednak bardzo słabo poznany. Niewiele o nim można znaleźć w mediach. Przypadki mobbingu są tuszowane przez władze uczelni, a same uczelnie, szczególnie te najważniejsze, przedstawia się jako „Wszechnice Cnót Wszelakich” . Wizerunek prezentowany w mediach to jednak fałszywy obraz rzeczywistości. To na ogół obraz tworzony przez trzymających władzę i trzymających z mobbingującymi.

Obraz uczelni w oczach osób mobbingowanych jest niemal nieznany. Uczelnie są w mediach niekiedy współudziałowcami, często media są patronami obchodów, uroczystości uczelnianych, a dziennikarze-absolwenci uczelni tworzą stowarzyszenia, aby przedstawiać ich uczelnie jedynie w korzystnym świetle.

Jeśli o mobbingu na uczelni nic nie słychać to nie znaczy, że go nie ma. To znaczy, że jest zamiatany pod dywan. Jeśli dywan jest gruby i dobrze pod niego zamieciono to nic nie słychać.

Poczucie własnej wartości

Systemy edukacyjne powinny tworzyć poczucie własnej wartości u osób z nimi związanych. Bez poczucia własnej wartości człowiek nie jest pełnowartościowym członkiem społeczeństwa. Szkoła winna to poczucie rozwijać. Niestety nie widać tego w naszym systemie edukacyjnym mimo zapoczątkowanej reformy. Jeszcze w przedszkolu nie jest tak źle. W biuletynach przedszkolnych można przeczytać, że dzieciak 6-letni winien już mieć poczucie własnej wartości. W tym kierunku idzie wychowanie przedszkolne. Im wyżej jednak, tym gorzej. Reforma była przygotowana bez głowy, bo „głowa” nie została zreformowana. Średnie, a w szczególności wyższe szkoły pozostały skansenami PRL-u. Nie rozwijają poczucia wartości, lecz uczniów-studentów dołują. Jak może być inaczej, skoro ktoś, kto ma poczucie własnej wartości jest na uczelniach wyższych elementem niepożądanym. Element pożądany to element „układowy”, bez wartości. Czy będzie rozwijał u innych poczucie własnej wartości ktoś, kto dzięki układom wdrapał się wysoko na swój szczebel niekompetencji i ma poczucie własnego skundlenia, które mu to wdrapanie ułatwiło? To chyba jest sedno mobbingu na uczelniach. Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego na posiedzeniu w dniu 25 czerwca br. uchwalił Akademicki Kodeks Wartości, w którym czytamy m.in.:

„10. GODNOŚĆ

Godność nie jest przywilejem żadnej, wybranej grupy społecznej, środowiska lub pozycji. Równe do niej prawo posiada wielki i sławny profesor, ale też skromny asystent i student. We wspólnocie akademickiej należy dbać o godność nie tylko pracownika naukowego, ale i sekretarki, bibliotekarza, magazyniera i sprzątaczki. Naruszenie każdej i czyjejkolwiek godności jest czynem moralnie odstręczającym, staje się sygnałem głębszego schorzenia etycznego w środowisku lub niskiej moralnej klasy poszczególnych osób, nie usprawiedliwionych bynajmniej z powodu innych, akademickich walorów…”.

Należałoby zatem oczekiwać, że poczynania i decyzje władz UJ będą zgodne z Akademickim Kodeksem Wartości, który same uchwaliły. Niestety, jak dotychczas nic nie wskazuje na to, że władze UJ i innych uczelni zamierzają tego kodeksu przestrzegać. System stosowany w praktyce na UJ (i nie tylko tam) to system mobbingowy, system deprecjacji wartości, system dołowania jednostek, szczególnie jednostek niepokornych, niewygodnych. Wydaje się, że podobnie jak Dobre Obyczaje w Nauce, tak i Akademicki System Wartości ma głównie znaczenie zasłonowe (osłonowe) dla niegodnych poczynań tych, którzy trzymają władzę w nauce i edukacji.

A co na to prawo?

Niestety, polskie prawo nie zna pojęcia mobbingu, stąd też możliwość obrony przed mobbingiem w Polsce, możliwość dochodzenia swoich praw przez osoby pokrzywdzone, jest jedynie iluzoryczna. Pewną pomoc dla poszkodowanych mogą stanowić jak na razie coraz liczniejsze stowarzyszenia antymobbingowe:

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Antymobbingowe OSA

Krajowe Stowarzyszenie Antymobbingowe

Stowarzyszenie Antymobbingowe Barbary Grabowskiej

Prawo antymobbingowe istnieje w Szwecji, USA i Francji, a intensywne prace na wprowadzeniem podobnych rozwiązań trwają w Niemczech, Anglii, Belgii, Hiszpanii, Włoszech, Portugalii i w Parlamencie Europejskim.

Polska Konstytucja, jak i prawo pracy mogą także stanowić podstawę do przygotowania szczegółowych ustaw antymobbingowych. Niestety, jak dotychczas nawet to prawo nie do końca obowiązuje na uczelniach. Na uczelniach nadal obowiązuje „prawo” z powieści Orwella: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych”. Np. Art. 94 prawa pracy w praktyce nie stosuje się do uczelni. Oceny pracownika może na uczelni dokonywać anonimowa komisja, która może ferować oceny jak jej się podoba, niezależnie od faktów. Może zarzucić pracownikowi dowolne przewinienia bez przedstawienia jakichkolwiek dokumentów czy merytorycznego uzasadnienia. Żadne dokumenty przedstawiane przez pracownika nie mają żadnego znaczenia, a w szczególności opinie studentów czy młodych pracowników. Także opinie rzecznika dyscyplinarnego, o ile są one niekorzystne dla uczelni, nie są brane pod uwagę przez polskie sądy.

Akta osobowe uczelnia może dowolnie kształtować, czyścić, usuwać dokumenty niewygodne dla uczelni, dopisywać niekorzystne dla pracownika (także byłego) tak, aby obraz jego działalności w uczelni był negatywny. Ale i tego nie można udowodnić, bo dostęp do dokumentów jest ograniczany lub zakazany, a uczelnie (np. UJ) jeszcze w 2003 r. powołują się na „prawo” stanu wojennego, które nadal jest ważniejsze niż ustawa o dostępie do informacji i Art. 51 {Konstytucji RP – ‚3. Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych’ . Sądy na to nie reagują, powołując się na autonomię uczelni. Ale przecież autonomia uczelni dotyczy badań naukowych i procesu edukacji, a nie autonomicznego łamania dowolnego prawa. Nie jest tak, że uczelnia może być zgodnie z prawem państwem w państwie.

Czekając na mediatora

W uczelniach amerykańskich, a także europejskich istnieją biura University Ombudsman. Zadaniem takiego rzecznika (i zespołu) jest rozwiązywanie konfliktów wśród społeczności akademickiej, prowadzenie mediacji, zapobieganie mobbingowi itd. U nas takich biur nie ma. Są natomiast powoływane komisje etyczne, ale te prezentują raczej interesy rządzących i w najlepszym razie nie mieszają się do konfliktów między władzami a podwładnymi – pracownikami najemnymi w uczelniach.

Komisja Etyki w Nauce PAN opracowała Dobre Obyczaje w Nauce, ale nawet sami autorzy nie mają zamiaru ich przestrzegać. Stosowanie dobrych obyczajów w nauce i edukacji winno wykluczać, a przynajmniej ograniczać mobbing. Tak jednak nie jest. Mamy zasady dobrych obyczajów, ale mamy i mobbing w znakomitej koegzystencji. Nierzadko te zasady w praktyce służą jedynie dla umocnienia władzy rządzących i załatwienia niewygodnego pracownika.

Na uczelniach są też rzecznicy dyscyplinarni czy komisje dyscyplinarne, ale umocowane przy rektorach. Jeśli rzecznik zachowujący niezależność wykaże, iż pracownik był szykanowany, był niewinny, a winny był przełożony, władze uczelni tworzące przyjazną mobbingowi strukturę takie raporty traktują jako niewiarygodne i zamykają je do sejfu. Co innego, gdy rzecznik służy pokornie do załatwienia niewygodnego pracownika. Wtedy dobrze spełnia swoją rolę wobec władz uczelnianych.

Niewątpliwie w naszych uczelniach potrzebni są rzecznicy akademiccy niezależni od władz uczelnianych, a umocowani np. przy urzędzie prezydenta miasta czy wojewody. Nie można bowiem liczyć na to, że całą gamę patologii akademickich rozwiąże Rzecznik Praw Obywatelskich. W zakresie likwidacji patologii akademickich urząd RPO nie ma się chyba czym pochwalić. Przy bierności RPO można było usuwać z uczelni nauczycieli bez możliwości odwoływania się do sądu, co stanowi pogwałcenie najbardziej podstawowych praw człowieka. Do dziś łamane są na uczelniach prawa człowieka i nie ma instancji odwoławczych.

Utworzenie urzędu Rzecznika Akademickiego powinno być krokiem w stronę ograniczenia samowoli władz uczelnianych i przeciwdziałania patologii, w tym mobbingowi na uczelniach. Potrzebne są do tego odpowiednie przepisy prawne, a wykorzystane winny być doświadczenia uczelni amerykańskich i europejskich. Kuriozalny system nauki i edukacji w Polsce nie powinien być dłużej tolerowany. Rzecz w tym, że zespół profesorów pod patronatem Prezydenta RP pracuje nad ustawą o szkolnictwie wyższym, która zmierza do petryfikacji obecnego systemu na dziesiątki lat.

Finanse czy mobbing?

Na ogół za przyczynę kiepskiej kondycji nauki i edukacji w Polsce uważa się niski poziom finansowania tej sfery. To, że nauka i edukacja są słabo finansowane, jest prawdą, ale prawdą jest również brak pozytywnej korelacji między wielkościš nakładów finansowych a jakością rezultatów w tych dziedzinach. Uzasadnione jest przypuszczenie, że istnieją inne przyczyny obecnego stanu nauki i edukacji w Polsce. Duża część pieniędzy księgowanych po stronie nakładów na naukę i edukację jest marnotrawiona, a niemała część przeznaczana na nieprzyjazne dla nauki i edukacji poczynania mobbingowe. Straty z tym związane nie są policzone, ale nie są one małe. Są naukowcy, którym odebrano możliwość finansowania badań, ale badania mimo to prowadzą, a nawet mają większe efekty niż w okresie pracy na uczelniach, kiedy byli poddawani mobbingowi. Widać, że samo wydostanie się poza zasięg „maczug” profesorskich – efektywnych działań mobbingowych, może mieć pozytywny wpływ na rezultaty pracy. Gdyby zniszczyć „maczugi”, a przynajmniej ograniczyć ich zasięg rażenia, efekty pracy nauczycieli akademickich byłyby znacznie lepsze, przy tym samym, a nawet niższym poziomie finansowania.

Zrozumiała jest ucieczka młodych ludzi, kierowanych zapewne instynktem samozachowawczym, z uczelni i instytucji z nazwy naukowych. Często nie jest to ucieczka z przyczyn ekonomicznych. Młodzież bywa świadoma tego, co ją czeka, jeśli zatrudni się w Polsce w instytucji z nazwy naukowej i w sposób niezależny i na wysokim poziomie zechce realizować swoje pasje naukowe. Przez lata swoich studiów czy w początkach pracy naukowej młodzi ludzie mogli obserwować metody „poszukiwania prawdy” stosowane przez profesorów, mogli też obserwować skuteczność profesorskich „maczug” łamanych na grzbietach niepokornych.

Tekst opublikowany w dwumiesięczniku

Obywatel nr 6 (14) r. 2003