RPO – Chamstwo zagraża wolności

mobbing lektura

Oświadczenie Rzecznika Praw Obywatelskich:

Chamstwo zagraża wolności



Reklamy

Wirtualny lincz

mobbing lektura

Wirtualny lincz

Newsweek

Czy musimy przejść przez przypadki linczu internetowego, które doprowadzą ofiary do samobójczej śmierci jak w Korei, żeby oprzytomnieć? Tam w zeszłym roku Choi Jin-Sil, południowokoreańska gwiazda kina, powiesiła się pod prysznicem. Została zaszczuta przez internautów, którzy nie mogli zaakceptować faktu, że się rozwiodła, a podczas procesu walczyła o opiekę nad dziećmi i pieniądze ze wspólnego majątku. Wśród konserwatywnych Koreańczyków taka postawa kobiety jest nie do pomyślenia. W internecie pojawiały się ciągle nowe rewelacje na jej temat. Czarę goryczy przelało oskarżenie, że to z jej powodu popełnił samobójstwo aktor Ahn Jae-Hwan. Dementowanie plotek i pomówień nie pomagało, więc aktorka zdecydowała się na samobójczy krok.

To dlatego nowe przepisy nakładają na koreańskich internautów obowiązek podawania personaliów i numerów legitymacji ubezpieczeniowych podczas rejestrowania się na dużych portalach i serwisach internetowych. Właściciele serwisów mają obowiązek te dane zbierać, przechowywać i ujawnić je, gdy tylko ewentualna ofiara obelg lub pogróżek zdecyduje się pozwać internetowego agresora do sądu lub prokuratury.

– Żeby w Polsce nie dochodziło do tragedii, trzeba zacząć karać moderatorów albo portale w ogóle. Nie wierzę w edukację internautów. Nie staną się lepsi – twierdzi prof. Zbigniew Mikołejko. Właśnie w ten sposób z niewybrednymi komentarzami walczą administratorzy stron francuskich, włoskich i amerykańskich. Sposób jest pros-ty – na każdym forum internetowym trzeba się zarejestrować.

Cyberszpiegostwo – krok do mobbingu

baner1

Zwolniona z pracy za Facebooka

Dziennik

31-letnia Szwajcarka straciła pracę przez portal internetowy Facebook. Korporacja ubezpieczeniowa z Bazylei zwolniła ją, bo w czasie zwolnienia chorobowego była aktywna online. Zdaniem kobiety to dowód, że jej firma regularnie szpieguje w internecie swoich pracowników.

 

„Jeśli ktoś może używać Facebooka, może też pracować” – takimi słowami przywitali Samantę Baer (nazwisko zmienione) jej przełożeni, gdy wróciła do pracy po kilku dniach zwolnienia. Następnie wręczono jej wypowiedzenie.

Szefowie firmy przypomnieli, że Baer poprosiła o wolne, uskarżając się na ciężkie migreny, które wzmagają się jeszcze podczas pracy przy komputerze. Kobieta na próżno tłumaczyła, żewysyłała wiadomości, leżąc w łóżku za pomocą swojego telefonu komórkowegowyposażonego w dostęp do internetu. Jej przełożeni zażądali, by Baer do końca dnia uporządkowała swoje stanowisko pracy.

Gdy minął pierwszy szok, Szwajcarka zaczęła zastanawiać się, skąd jej pracodawca jest tak dobrze zorientowany w jej aktywności online. Stopniowo historia zaczęła układać się w spójną całość. Przypomniała sobie, że kilka miesięcy wcześniej wśród jej kolegów z pracy furorę robiła anegdota o tajemiczej Hannelore Mueller, która wysłała prośbę o dołączenie do ich kontaktów na Facebooku.

Teraz wiem, że Hannelore Mueller to mój pracodawca, który w ten sposób kontroluje, co robią pracownicy w czasie wolnym. A to się chyba nazywa szpiegowanie” – powiedziała Baer szwajcarskiemu dziennikowi „20 Minuten”.

————————

 

Cyberszpiegostwo w majestacie prawa

Dziennik

Twój numer telefonu, Gadu-Gadu i e-mail jest na portalu społecznościowym. Wrzucasz swoje zdjęcia na MySpace, Bebo lub Facebook’a tak, żeby mogli je oglądać tylko twoi znajomi, i czujesz się bezpiecznie. Ale ta idylla może się skończyć. Bo dostęp do twoich prywatnych danych chce też mieć brytyjski rząd.