Wymuszanie współautorstwa to forma mobbingu

mobbing lektura

Naganne praktyki pracowników nauki

Puls medycyny : 2007-02-14

Puls Medycyny ujawnia mechanizm fikcyjnego pomnażania dorobku naukowego Pomysł powołania stowarzyszenia „Uczciwa uczelnia” (Puls Medycyny pisał o tym w numerze 1/2007) powstał właśnie z niezgody na coraz częstsze w środowisku – nie tylko łódzkim – przypadki nierzetelności naukowej…

Profesor ściga doktora

W 2006 roku rozpoczęła się i trwa do tej pory inna, jeszcze bardziej bulwersująca sprawa. Prof. Jan Goch, kierownik Kliniki Kardiologii i Katedry Kardiologii i Kardiochirurgii Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi, postawił zarzut zapożyczenia wyników z jednoczesnym ich fałszowaniem dr. Leszkowi Markuszewskiemu, dyrektorowi Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 2 im. WAM – Centralnego Szpitala Weteranów. Profesor podczas próby otwarcia przewodu habilitacyjnego przez dr. L. Markuszewskiego zakwestionował autorstwo kilku jego prac oryginalnych opublikowanych w kwartalniku jednego z towarzystw naukowych.
„Materiał do tych prac pochodził z prac doktorskich, które były realizowane w kierowanej przeze mnie klinice. W żadnej z nich doktor L. Markuszewski nie brał udziału, a mimo wszystko umieścił siebie na pierwszym miejscu jako autora w trzech pracach, a w następnych czterech był kolejnym współautorem” – opowiada prof. Jan Goch….

Pora na uczciwość

Bez względu na to, jak sprawa się zakończy, ma już swoje pozytywne konsekwencje. Zostało ujawnione kilka patologii polskiej nauki, rozpoczęła się dyskusja na ich temat. Jednym z takich przemilczanych tematów jest nadużywanie pojęcia pracy zespołowej i współautorstwa.

Jeden z łódzkich profesorów opowiedział Pulsowi Medycyny, jak działa ten mechanizm. „Współautorstwo publikacji stało się formą zapłaty za usługę wykonaną w innej klinice. Skazała nas na to sytuacja finansowa uczelni. Jest to mechanizm stojący nie tylko za dorobkiem naukowym dr. Markuszewskiego, ale za 90 procentami prac ogłaszanych przez medyków łódzkich– mówi profesor.

Opowiada, że jeśli ktoś do swojego opracowania potrzebuje ciągłego oznaczenia np. stężenia cukru lub alkoholu we krwi, musi zwrócić się do innej kliniki lub zakładu, które mają potrzebny sprzęt. Na Zachodzie za taką usługę się płaci. „U nas nie ma takiej możliwości. Jeśli ktoś dostaje 12 tys. zł na całą pracę, to te pieniądze wyda przede wszystkim na odczynniki. Jeżeli ma to być poważna praca, wymagająca oznaczeń, trzeba współpracować z innymi klinikami. Czym można zapłacić? Tylko współautorstwem. Bieda wymusza takie patologie” – podkreśla profesor.


Sygnatariusze Stowarzyszenia „Uczciwa uczelnia”, którego powstanie też jest pokłosiem sprawy dr. L. Markuszewskiego, nie zamierzają jednak usprawiedliwiać tej sytuacji.

Prof. Krzysztof Zieliński z Zakładu Patomorfologii i Cytopatologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi nazywa to wprost – zgodnie ze swoją specjalnością – patologią.

Jego zdaniem, fikcyjne pomnażanie dorobku naukowego jest procederem dwustronnym, a dochodzi do niego, ponieważ jest to opłacalne finansowo. „Ja dopiszę ciebie, ty dopiszesz mnie, powiększamy swój indywidualny dorobek naukowy, a to przekłada się na sytuację finansową placówek, w których pracujemy. Przy podziale pieniędzy na działalność statutową, który jest wynikiem m.in. dorobku naukowego, obaj dostaniemy więcej środków. Punkty KBN-owskie to jest nowy środek płatniczy w uczelniach. Trwa to od kilku lat, wszyscy o tym wiedzą, tylko nikt głośno o tym nie mówi, bo prawie każdy ma coś za paznokciami” – twierdzi prof. K. Zieliński.

Niektóre uczelnie zabezpieczają się przed takimi sytuacjami w ten sposób, że każdy z autorów określa swój procentowy udział w pracy badawczej. „Były już jednak takie sytuacje, że gdy dochodziło do zestawień przy habilitacji, to wszyscy współautorzy po zsumowaniu mieli znacznie powyżej stu proc. udziału w pracy!” – twierdzi prof. K. Zieliński.


Zachętą do takich patologii jest przywiązywanie zbytniej wagi przy ocenie osiągnięć pracowników akademickich jedynie do systemu punktacji Komitetu Badań Naukowych, premiującego tych, którzy publikują dużo, bez względu na rzeczywistą wartość naukową prac. Zdaniem prof. K. Zielińskiego, w ocenie tej pomijane lub marginalizowane są tak istotne aspekty zadań uczelni medycznych, jak ilość i jakość prowadzonych zajęć dydaktycznych, autorstwo podręczników i skryptów czy zakres i złożoność działalności klinicznej. „Ci, którzy są dobrzy, robią swoje i nie oglądają się na punkty. Inni nabijają sobie licznik przyczynkarską pseudotwórczością naukową, czasami nazywaną naukawą” – twierdzi.

Dlatego, jego zdaniem, powstało stowarzyszenie „Uczciwa uczelnia”, które zamierza monitorować różnego rodzaju nierzetelności naukowe. Nagłaśnianie takich przypadków będzie działać na środowisko naukowe prewencyjnie. „Każdy, kto wcześniej choć raz w nieuprawniony sposób dopisał się (lub wymógł takie dopisanie) jako któryś z rzędu autor do czyjegoś doniesienia, zastanowi się, zanim zrobi to ponownie, bo przecież może to wyjść na jaw. Jest to wszakże forma mobbingu” – zauważa prof. K. Zieliński.

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. Recepta na Uniwersytet Medyczny
    GW 2008-09-29,
    http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35153,5748908,Recepta_na_Uniwersytet_Medyczny.html
    Nie – plagiatorom, mobbingowi i naukowcom, którzy popełnili przestępstwa – mówił w przemówieniu inauguracyjnym prof. Paweł Górski, nowy rektor Uniwersytetu Medycznego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: