Mobbingowanie niegodziwca

prawo-a-mobbing2

Czy mobbing może być uzasadniony?

Monitor prawa pracy, Artykuły » Felieton » 6/2006

r.pr. Grzegorz Orłowski

Miejscem zdarzeń jest zasłużona polska uczelnia.

10-osobowy zespół pracowników naukowych pewnego instytutu pracuje razem od dłuższego czasu. Przez długie lata wzajemne stosunki pracowników były więcej niż poprawne, charakteryzowały się nawet pewnym stopniem zażyłości.

Trwało do dopóty, dopóki nie wyszło na jaw, iż jeden z członków zespołu dopuścił się w przeszłości wielu niegodziwości wobec współpracowników.

Miało to miejsce w latach 80. XX w., ale ich ciężar gatunkowy i rzeczywista skala krzywd, jakich doznali współpracownicy, spowodowały, że sprawca spotkał się z jednoznacznym i bardzo ostrym potępieniem ze strony swoich koleżanek i kolegów z instytutu.

W zasadzie nie byłoby problemu, gdyby nie to, co nastąpiło później i trwało kilkanaście miesięcy.

Sprawca niegodziwych działań stał się obiektem bojkotu ze strony swoich dawnych ofiar. Formy tego bojkotu są subtelne, można by powiedzieć: uniwersyteckie. Nie ma aluzji czy jakichkolwiek obraźliwych odezwań. Są za to doświadczane przez niego niemal codziennie sytuacje, z których wynika, iż jest osobą niegodną zaufania, wręcz niepożądaną w instytucie. Jest traktowany jak powietrze.

Szef instytutu próbuje jakoś przeciwdziałać, łagodzić, perswaduje, tłumaczy, prosi pracowników o zmianę zachowań. Czyni to jednak bez większego przekonania.

Prowadzi to do całkowitej izolacji pracownika. Ze sprawcy przeistacza się ofiarę.

Zważywszy na wiek i specjalność, nie ma on praktycznie możliwości znalezienia innej pracy. Czuje się osaczony. Zdrowie zaczyna szwankować.

Wreszcie daje za wygraną – składa wypowiedzenie, uzasadniając je stosowanym wobec niego mobbingiem, wskazując mobberów – współpracowników z instytutu. Teraz leczy się, rozważa wystąpienie z pozwem przeciwko byłemu pracodawcy o odszkodowanie i zadośćuczynienie.

Opisana wyżej sytuacja w zasadzie wypełnia przedmiotowe znamiona ustawowej definicji mobbingu, która przecież abstrahuje od przyczyn powstawania zjawiska.

Czy okoliczność, że izolacja pracownika w gronie współpracowników jest wynikiem jego uprzednich umyślnych i niegodziwych działań wobec nich, może pozostawać bez wpływu na ocenę prawną tej i podobnych sytuacji, a w konsekwencji na uprawnienia pracownika?

Czy przyczynienie się osoby poszkodowanej do powstania konfliktu będzie miało wpływ na wysokość ewentualnie zasądzanych odszkodowań?

Czy, a jeżeli tak, to w jakim zakresie będą miały zastosowanie cywilistyczne zasady miarkowania odszkodowania?

Nie twierdzę, że wskazane wyżej pytania są najważniejsze czy podstawowe dla całej problematyki mobbingu. Uważam natomiast, iż jest już najwyższy czas, aby doktryna zajęła się pogłębioną analizą prawnych aspektów mobbingu, a nie dominującą jeszcze prezentacją ilustrowaną znakomicie dobranymi, bo pasującymi do ustawowej definicji, przykładami.

Reklamy

Profesor mobberem

mobbing-w-mediach1

Z rozmów w  ONECIE

„PROFESOR” MOBBEREM „

Kupcie sobie tabletki uspokajajace” – to byly pierwsze slowa jakie uslyszalam w odpowiedzi na pytanie jak tu sie pracuje. Mimo, ze wiedzialam, ze Profesor zmienial co roku asystentow w swoim krolestwie  (Katedrze Chemii) albo oni nie wytrzymywali i odchodzili.

Poczatkowo wydawalo sie, ze to jakas przesadzona bujda. Jednak po trzech miesiacach zaczal sie koszmar: przykazy przepuszczania studentow po znajomosci, nielegalne zawieszenie w prowadzeniu zajec, obcinanie nadgodzin na swoja korzysc,traktowanie jak powietrze, obgadywanie, wyzywanie od zlodziei itp. – okolo miesiaca nieustannego znecania sie.

Bylam u szanownych wladz uczelni (tu mialam kolegium dziekanskie i sugerowanie „zamkniecia mordy”), u radcy prawnego, inspektora pracy, PIP-u itp.

Wszyscy wiedzieli, ze dzieje sie tam cos zlego, ale nikt nic nie zrobil, mimo, ze mam rozne pisma, ktore wydaje mi sie,ze stanowia dowod tego, ze mowie prawde. Paranoja!

Nie wiem czy sama uwierzyla bym gdyby ktos o tym opowiadal. Byly rozne aspekty do poruszenia, ale bylam w tym sama choc byla jeszcze jedna ofiara mobbera.

W koncu poddalam sie i jeszcze teraz zaluje, bo ktos tam teraz pracuje na moim miejscu i jestem pewna, ze rowniez przezywa takie szykany… czy ktos kiedys przerwie ten krag ofiar „PROFESORA”?

~zawiedziona , 28.02.2004 21:46

————–

„Kupcie sobie tabletki uspokajaące”. Czytam twoj komentarz i zaraz myslę o profesorze, który zmobingował nasza czwórkę studentów.Był to swiezo upieczony dziekan.

Mobbing polegał na ciągłym odrzucaniu naszych prac  z nie wybrednymi komentarzami np. „te wasze prace urągają mojej godności” i uwagami, tak długo aż wkręcił sobie, że będziemy powtarzać semestr i płacić za niego.

Nie trafialy do niego informacje, że nie jesteśmy jeszcze na etapie powtarzania  semestru a tym bardziej płaćić za niego.

Po mojej wypowiedzi, że to on nas do takiej sytuacji doprowadził stwierdził, że jestem niezrównoważona  i powinnam się zacząc leczyć.

Odeszłam od tego promotora i poszłam do drugiego. Drugi promotor  stwierdził, że moja praca chociaż nie była górnolotna ale była pracą oscylującą na 4-5. Po odebraniu dyplomu rozmawiałam z wieloletnim  pracownikiem dziekanatu stwierdził, że z tym dziekanem nie sposób pracować i rezygnuje z pracy w dziekanacie.

~dolka , 25.03.2004 11:29