O mobbingu akademickim w internecie (kilka przykładów)

mobbing-w-mediach

Mobbing na Politechnice Wrocławskiej?

Pryzmat 163, 2003r.

Agata Bechowska-Gebhardt,Tadeusz Stalewski

W dniu 13 lutego br. roku odbyło się pierwsze na naszej uczelni spotkanie na temat mobbingu z udziałem przewodniczącej Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego -.Anny Makowskiej..

W trakcie omawianego spotkania na Politechnice uczestnicy w dyskusji i w krótkiej ankiecie potwierdzili istnienie mobbingu na naszej uczelni. W ankiecie najczęściej wskazywano na takie zjawiska jak: przypisywanie sobie efektów pracy podwładnych, upokarzanie i ośmieszanie podwładnego w obecności innych pracowników, zabranianie podwładnemu wypowiadania się w ważnych sprawach zawodowych, publiczne kwestionowanie wartości wykonywanej pracy, pozbawianie bez powodu premii lub nagród.

———-

Mobbing czyli szykany

CZĘSTE ZJAWISKO W SEKTORZE PUBLICZNYM

Kurier Lubelski, 03.07.2008

Przypadki mobbingu coraz częściej nagłaśniane są w mediach. Tak było w opisywanej przez Kurier sprawie pracownicy Politechniki Lubelskiej. Władze uczelni po wielu latach pracy zdegradowały ją na stanowisko dozorcy. Kobieta opowiadała, że przebywała w pomieszczeniach zupełnie do tego nieprzystosowanych. Potwierdziła to Państwowa Inspekcja Pracy. Kiedy wytoczyła pracodawcy proces, sąd przyznał jej rację i stwierdził, że była przez swoich szefów upokarzana i poniżana, a więc mobbingowana.

Władysława B. z kolei uważała, że padła ofiarą mobbingu, gdy była zatrudniona na UMCS. Poszkodowana twierdziła, że przez lata pracy na uczelni była wykorzystywana przez przełożoną – musiała jej dawać prezenty i pieniądze. W końcu nie wytrzymała presji i musiała zacząć się leczyć. Powiadomiła o wszystkim wymiar sprawiedliwości.

—————

Pracownica po raz drugi przegrała z uczelnią

GW Lublin, 2005-03-16

Oskarżyła UMCS o mobbing, teraz musi uczelni zapłacić. Sąd pierwszej instancji uznał, że Julity D., byłej pracownicy uniwersytetu, nie dyskryminowano i nie szykanowano w miejscu pracy, sąd drugiej instancji utrzymał to orzeczenie

Dr Julita D. w 2000 r., po kilkunastu latach pracy na Akademii Medycznej, przeniosła się na UMCS. Trzy lata później odeszła. Powodem, jak twierdzi, było narastające nękanie jej przez przełożoną prof. Ewę K. Pani profesor miała dyskredytować pracę naukową dr Julity D., zabraniać publikacji jej wyników naukowych, niesłusznie oskarżać o nierzetelność i brak zaangażowania. Wiosną ubiegłego roku do sądu pracy trafił precedensowy w skali kraju pozew. Pani doktor domagała się od UMCS 408 tys. zł – za utracone zarobki i szkody moralne. Jednak pod koniec grudnia Sąd Okręgowy oddalił jej powództwo. Kobieta nie dała za wygraną. W ubiegły czwartek Sąd Apelacyjny utrzymał poprzednie orzeczenie. Ale to nie wszystko. Pani doktor będzie musiała zapłacić UMCS 5 tys. zł zwrotu kosztów, jakie w czasie procesu poniosła uczelnia. Motywy, jakimi kierował się sąd, będą zawarte w pisemnym uzasadnieniu.- Mam coraz ostrzejsze stany lękowe i depresyjne. Od półtora roku nie mogę znaleźć pracy. Sąd w ogóle nie wziął tego pod uwagę, zasądzając na rzecz UMCS kwotę dla mnie ogromną – mówi Julita D. 

—————-

Pełzająca agresja

Wprost,12/2006 (1215)  

Mobbing na uniwersytecie

Podobnie jak nastolatki, małżonkowie czy kierowcy postępują niektórzy pracodawcy. Nawet jeżeli słowo mobbing jest im nieznane. A mobbing (terror psychologiczny w miejscu pracy) w niewielkiej firmie, gdzie szef z „buraczanym” rodowodem obłapuje księgową, z bezrobotnym mężem i dwójką dzieci na głowie, to już klisza. Tak samo jak tato przedsiębiorca, zarządzający żelazną ręką małą firmą rodzinną (w Polsce 98 proc. wszystkich firm). Taki zmiesza żonę pracownicę z błotem, synową wytrze podłogę na oczach klientów i jeszcze uchodzi za sprawnego menedżera. Ale mobbing na uniwersytecie? A tu tymczasem dyrektorem instytutu bywa się przez ćwierć wieku. Czemu tak długo? Bo profesor w porę „wyciął” potencjalnych następców. I zatrudnił rodzinę, i znajomych, co tworzy „pajęczynę personalną” na dziesiątki lat. Polska specjalność: ścieżka naukowa na jednej i tej samej uczelni – od studenta do rektora. Na uczelni wie o tym każda sprzątaczka, ale dopóki pijany adiunkt nie dobiera się do studentki w trakcie egzaminu, przemoc na uniwersytecie nie istnieje. Co innego na stadionie. Tam jutro znowu kogoś zabiją. Ale nas to przecież zupełnie nie dotyczy.

Autor: Wiesław Kot

———–

Doktor zarzuca mobbing profesorowi Akademii Medycznej

GW Wrocław, 2005-05-22

Dr Aleksander Blitek pracuje w II Klinice Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia AM we Wrocławiu. Uchodził za bardzo zdolnego, otrzymywał nagrody i wyróżnienia, w tym nagrodę Ministra Zdrowia za współudział w pisaniu podręcznika.

Kilka miesięcy temu jego kariera się załamała. Dlaczego? Jego przełożony, prof. Franciszek Iwańczak, bez uzasadnienia odmówił mu uznania stażu i przeprowadzonych zabiegów – bez tego doktor nie mógł podejść do egzaminu specjalizacyjnego z gastroenterologii. …

Przez 12 lat z prof. Iwańczakiem pracował również dr Jacek Klakoear, dyrektor Departamentu Polityki Zdrowotnej w Urzędzie Marszałkowskim. Wspomina: – To był mobbing. Odszedłem, jak wielu innych lekarzy, aby chronić swoje zdrowie. Wielu przypłaciło to depresją.

Dr Blitek przeszedł załamanie nerwowe. Jest na rocznym zwolnieniu przysługującym wykładowcom. Na zachowanie profesora złożył skargę do rektora.

Rektor prof. Leszek Paradowski odpisał, że mobbingu nie stwierdził. W rozmowie z nami przyznał, że z prof. Iwańczakiem są kolegami. …

————– 

Klinika strachu

Polska – The Times – Gazeta Wrocławska 21.05.2005

Adiunkt z wrocławskiej Akademii Medycznej oskarża swojego szefa o mobbing

– Podważał moje kompetencje, wyzywał i szykanował. Kazał podpisać dokument, w którym dobrowolnie rezygnuję z pracy. Przez niego mam nerwicę i depresję – tak o profesorze Franciszku Iwańczaku mówi doktor Aleksander Blitek, który pracuje w II Klinice Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia Akademii Medycznej

Młody naukowiec twierdzi, że padł ofiarą mobbingu. Sprawa trafi niebawem do sądu pracy….

– Byłem wyzywany przez profesora i jego żonę – mówi doktor. – W obecności pacjentów i kolegów z pracy podważano moje kwalifikacje lekarskie, oskarżano o nierzetelność. Czułem się zaszczuty. Profesor stopniowo odsuwał mnie od badań, blokował rozwój mojej kariery. W końcu zachorowałem na nerwicę i musiałem zgłosić się do terapeuty. Pewnego dnia podczas wykonywania badania straciłem przytomność i trafiłem do kliniki neurologii. Musiałem pójść na zwolnienie.

Kiedy dr Blitek po dwóch tygodniach wrócił do pracy, usłyszał od profesora, że stopniowo będzie eliminowany z zajęć w pracowni….

Chory psychicznie?

Profesor Iwańczak mówi, że nigdy nie dręczył adiunkta. Twierdzi, że doktor Blitek jest chory psychicznie.

– On już na studiach miał zaburzenia psychiczne i z tego powodu brał urlopy dziekańskie – mówi profesor Franciszek Iwańczak. – Bierze leki psychotropowe. Raz nawet przedawkował i w trakcie badania, stracił przytomność. Zawsze był słabym studentem. Wszystko do czego doszedł, zawdzięcza mnie. Inni przez palce patrzyli na jego błędy, bo był moim protegowanym.

Kiedy mówimy o nagranej przez Blitka rozmowie, profesor mówi, że jest spreparowana.

– Nie podsuwałem mu żadnego zwolnienia do podpisania! – oburza się. – To on bez przerwy mnie dręczy, pisze donosy do rektora, podważa mój autorytet. Wszystko co mówi, jest stekiem bzdur. Nie mogłem zgodzić się na to, by zrobił specjalizację, bo jest na to za słaby. Poza tym jest nieodpowiedzialny, brakuje mu umiejętności – wyjaśnia i dodaje, że to on występował do rektora i ministra o nagrody dla doktora. – One tak naprawdę nie należały mu się. Podręcznik ja napisałem. Jego wkład był niewielki.

Odszedł, bo nie dał rady

Pracownicy kliniki nie chcieli z nami rozmawiać na ten temat. Mówili, że wolą nie wchodzić profesorowi w drogę, że boją się o utratę pracy. Wszyscy podkreślali jednak, że Aleksander Blitek jest bardzo dobrym lekarzem.

Wkrótce profesor Iwańczak odejdzie na emeryturę. Wówczas kliniką kierować będzie jego żona, profesor Barbara Iwańczak.

Jacek Klakoăar, były adiunkt II Kliniki Pediatrii AM, obecnie dyrektor departamentu polityki zdrowotnej w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim, pracował z profesorem Iwańczakiem przez dwanaście lat.

– Jego zachowanie – jako szefa – nosiło znamiona mobbingu. To typ autokraty. Zawsze musi mieć rację, nawet, gdy jej nie ma. Dlatego nie mogłem znieść atmosfery panującej w klinice i musiałem zrezygnować z pracy. A doktora Aleksandra Blitka pamiętam jako osobę bardzo życzliwą i układną. Szanuję go za to, że zdecydował się powiedzieć o tym wszystkim głośno. To dowód dużej odwagi – mówi.

Doktor Blitek interweniował u rektora Leszka Paradowskiego, który próbował łagodzić konflikt. ..

———————

Przeżyłam piekło

koziolek.pl 25.07.2006,

MOBBING NA POLITECHNICE LUBELSKIEJ

 Ewa Wiącek, pracownica Politechniki Lubelskiej, oskarża władze uczelni o mobbing. Twierdzi, że po tym, jak zaczęła głośno mówić o uczelnianych przekrętach została zdegradowana zawodowo i przez dwadzieścia miesięcy pracowała w „izolatce”.

Ewa Wiącek na PL przepracowała ponad 30 lat. Przez 13 była kierownikiem obiektu Wydziału Elektrycznego. Nadzorowała pracę 23 osób. Zajmowała się m.in. zaopatrzeniem, utrzymaniem czystości w budynku, przygotowywała plany remontowe. W 2004 r. władze uczelni zaproponowały pani Ewie stanowisko strażnika ochrony mienia, czyli – mówiąc nieelegancko – ciecia. Akurat zbiegło się to w czasie z konfliktem, w jaki się wdała z rektoratem. Wszystko dlatego, że próbowała dowieść, że jeden z pracowników administracyjnych politechniki wyprowadził bezprawnie z uczelni kilkaset tysięcy zł. Zarzut potwierdziła komisja wewnątrz-
uczelniana, ale – jak mówi Ewa Wiącek – w konsekwencji „wszystko się rozeszło po kościach”.
– Do tej pory byłam chwalona, dostawałam coroczne nagrody, aż nagle władze uczelni stwierdziły, że nie radzę sobie z podstawowymi obowiązkami – opowiada kobieta.
Pani Ewa wylądowała w „stróżowce” przy ul. Okopowej 8, gdzie politechnika dzierżawiła pomieszczenia od miasta. Przychodziła do pracy, do obskurnego pomieszczenia wyposażonego w biurko i krzesło, codziennie przez 20 miesięcy.
– Były tam nieludzkie warunki, trafiłam na zesłanie za karę. Na Okopowej tkwiłam sama jak palec. Przychodziłam na 7.30, a wychodziłam o 15.30. Przez 8 godzin gapiłam się w ścianę, bo nikt nie wyznaczył mi żadnych zadań – opowiada kobieta.
Jak wynika m.in. z raportu specjalisty BHP, zimą w pomieszczeniu temperatura oscylowała wokół 14 stopni.
– Były takie momenty, że grzejnik w ogóle nie funkcjonował, więc za wiedzą rektora przebywałam nawet po trzy miesiące w domu – opowiada. Potwierdziła to również Danuta Serwinowska z Państwowej Inspekcji Pracy, która w piśmie z 21 kwietnia 2005 roku napisała, że „kontrole potwierdziły, iż pracodawca nie zapewnił(…) zgodnych z przepisami bezpiecznych i higienicznych warunków pracy”.
– W sierpniu 2005 roku zostałam skierowana do pilnowania zalanych pomieszczeń politechniki przy ul. Narutowicza 56 a. Wilgoć była jednak tak duża, że po dwóch tygodniach wylądowałam w szpitalu – mówi.
Teraz uczelnia wyznaczyła dla Ewy Wiącek kolejne zadanie.
– Jestem… archiwistką, choć nie mam w tym kierunku żadnych kwalifikacji – tłumaczy kobieta.
Jej zdaniem pracodawca stosował wobec niej mobbing od maja 2003 roku i doprowadził do uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym.
– Przeżyłam prawdziwe piekło… – mówi pani Ewa, ocierając łzy. – Nie wiem, jak długo to jeszcze zniosę.
Ewa Wiącek wytoczyła Politechnice Lubelskiej dwa procesy. W pozwach oskarża uczelnię o mobbing i żąda przywrócenia na poprzednie stanowisko pracy.
Iwona Czajkowska-Deneka, rzecznik prasowa Politechniki Lubelskiej poinformowała nas, że uczelnia nie zamierza wyjaśniać na łamach gazety szczegółów sprawy:
– Oskarżenia są bezpodstawne i spokojnie czekamy na wyrok – powiedziała.

Agnieszka Dziaman

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: